czwartek, 6 września 2012

PUK PUK remont w toku!

Notka z serii "pojechaly my znowu do stolycy".
Tak bardziej po południu, po pracy, więc oczywiście zakorkowaliśmy się w Kołbieli. Ale na spotkanie z Jaśnie Szanownymi Panami Fachowcami remontującymi studenckie mieszkanie syna, daliśmy radę dotrzeć o czasie. Miło popatrzeć on-line, że tak powiem, na cztery ściany, w które ładuje się kasę niejako wirtualnie, bo remont ów odbywamy na odległość. Pierwszy raz nam się zdarza nie spoglądać dzień w dzień na ręce fachowców i jak na razie PUK! PUK! PUK!, albo jeszcze głośniej, odpukuję. Czy mam kolejną ekipę do polecania, okaże się podczas rozliczeń finansowych ;) Póki co prace idą zadowalająco.
W stolicy wieczorową porą w dzień powszedni zaobserwowaliśmy dwie dziwne sprawy, obce naszym małomiasteczkowym klimatom.
Po pierwsze więc:
 „u nas” po 18 to cisza, rzec by się chciało, nocna, spokój i zero ludzi w centrum miasta, a we stolyyycy!!! Szok siwy dym!
Po drugie:
widział ktoś popularny market na literę „B” z sympatycznym logiem siedmiokropki, pozbawiony działu alkoholowego? Tak całkiem, c a ł k i e m, C A Ł K I E M pozbawiony? No więc we stolycy takową „B” po raz pierwszy spotkaliśmy i szczęki nam opadły. Bo przyznam się ze skruchą, że zatrzymaliśmy się przy „owadzie” celowo po zimne piwo ;), by w domowych pieleszach, po całodniowym trudzie i drastycznych WYpływach remontowych z konta, zalać troski i smutki. A tu piwa brak. I myliłby się ktoś sądząc, że market ów wobec braku tego strategicznego działu, pustkami świecił. O nie, nie! Nasz miejscowy takie obłożenie kas to miewa dwa razy do roku przed dużymi świętami. Na szczęście stacje benzynowe póki co piwo sprzedają, więc po powrocie do domu troski zalać mieliśmy czym ;)
Usiadłam na chwilę pod gołym niebem na ławce-bujawce. Głęboko zaciągnęłam się powietrzem, już pachnącym nadchodzącą jesienią, kwiatowymi rabatkami i zagonami warzywnika, koszonymi łąkami i trwającymi wykopkami.
Inaczej nam tutaj pachnie…, inaczej niż w dużym mieście.
I ciszej jest.
I gwiazdy widać.
Lubię wracać do naszego domu.

1 komentarz:

  1. Nie ma czego zazdrościć wielkiemu "city". O 9 - 10 wieczorem jest tam jeszcze niezła wrzawa w centrum. Ludzie wracają z pracy robią zakupy itp. To o której oni idą spaaaać!?

    OdpowiedzUsuń