wtorek, 25 września 2012

Odcinamy, odcinamy!

Choć wiosna dawno się skończyła, a kolejna gdzieś tam w otchłani dalekiej przyszłości, dzisiejsze przedpołudnie sponsorowały mi słowicze trele. A efekt był taki:


 
  
Poza wszystkim zaś cierpię z powodu odcinanej pępowiny.
…której to odcinanie wpisane jest w człowieczy los i niby nie boli. Może tej fizycznej nie boli, ale emocjonalnej – boli i to jak cholera. Oczywiście nie dziecięcia, tylko rodzica. Teoretycznie wiadomo: taka kolej rzeczy, tak ma być, nadchodzi szczęśliwej drogi już czas. I cieszy przecież, że coś nowego się zaczyna. Ale. No właśnie ALE! Syndrom opuszczanego gniazda to nie banialuki. Teraz wiem to i ja :)
- Mamo zachowujesz się tak, jakbym wyjeżdżał na koniec świata, na pięć lat. A ja za pięć dni przyjadę.
Akurat. Obiecanki, cacanki. Przyjedzie na początku. A potem to już tylko napisz proszę chociaż krótki esemes.
A przecież nie da się inaczej, nie da. Wiem o tym i dlatego to odcinanie tak bardzo boli. Auć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz