piątek, 21 września 2012

Pierwszy

...no więc tak:
Się wziął począł – z wydatną pomocą rodziców czyli nas, nie będę się wypierać. Ha!
Pierwszy raz mnie wzruszył, gdy pewnego dnia usłyszałam miarowe bicie Jego serca, które gruchnęło pogłosem o ściany gabinetu lekarskiego. Wtedy uwierzyłam, że naprawdę stało się – w moim ciele zamieszkał On.
Zmienił moje życie o przysłowiowe 180 stopni w chwili, gdy po raz pierwszy spojrzałam w Jego oczy – kilka godzin po jego przyjściu na ten piękny, choć czasami zaskakujący Świat.
Potem pierwszy raz się uśmiechnął, pierwszy raz powiedział „mama”, wyrósł mu pierwszy ząb, postawił pierwszy krok i przez lata coś działo się pierwszy raz.
A wczoraj zapakowaliśmy samochód jego pierwszymi własnymi kubkami, odkurzaczem, i poduszką, i… ech… i stertą innych gadżetów niezbędnych do codziennego funkcjonowania, i jedziemy.
Na parapetówkę w pierwszym mieszkaniu naszego pierwszego Syna.

1 komentarz:

  1. w takich momentach widzi się, że ten nasz czas wcale tak wolno nie upływa... :)

    OdpowiedzUsuń