sobota, 13 października 2012

Październik

Rankiem dom zapachniał jabłkami, wanilią i cynamonem. Szarlotka – nie ma lepszego ciasta na jesienny dzień, który zaczął się mgliście i zimno… brrr.  Ale potem wiatr osłabł, mgła osiadła wilgocią na tarasie, chmury gdzieś się zapodziały, wyszło słońce. Październik zwykle jest piękny bo mieni się kolorami, no i najdłuższy miesiąc w roku – wszak właśnie w październiku zmieniamy czas na zimowy i śpimy godzinkę dłużej – juhu! Ale to dopiero za ponad dwa tygodnie.
Póki co otuliłam się tym ciepłym październikiem i kilkoma fajnymi sprawami, które zdarzyły się po drodze. Przede wszystkim mam wreszcie za sobą trudną premierę mini spektaklu z okazji i ku czci i pławię się w cud miód uczuciu sukcesiku, choćby na miarę mego mikroświata zawodowego. …się udało, się podobało, trud i rozterki twórcze nagrodzone brawami i miłymi słowami. Kto nie lubi jak mu się coś uda, no kto???
- Choć na kawę na ławeczkę – Marko oderwał się od grabienia olchowych liści z trawnika, a mnie od lasagne, którą to szykowałam na obiad. A czego nie! Lasagne nie ucieknie, obiad można zjeść godzinę później, poprasować można godzinę później, odkurzanie - trudno raz na jakiś czas - można sobie odpuścić. Ale czas spędzony razem, ot tak po prostu i już – bezcenny.
Cenię chwile kiedy po prostu jesteśmy blisko…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz