piątek, 16 listopada 2012

A czekoladą ten listopad!

Dziwnie się jakoś porobiło. Mało pozytywnej energii wokół czuję. Nie wiem czy tylko ja mam takiego pecha, czy to już ogólny trynd:
- Bo ludzie to jakieś sie wredne, pani, porobiły – usłyszałam ostatnio pomiędzy kupowaniem pietruszki a wyborem kapusty na gołąbki. No i niestety chyba moja różowookularowa wiara w CZŁOWIEKA usnęła snem zimowym, bo w duszy i całkiem wbrew sobie, przyznałam rację temu przypadkowemu obserwatorowi rzeczywistości. Skąd się to bierze? Z zazdrości? Zawiści? O co, czego, komu? A może tak zwyczajnie – ludzie mają w sobie mało słońca, mało miłości dla siebie i innych.
Bombardowanie taką złą energią i smutnymi wiadomości nie nastraja optymistycznie. Trudno skakać do góry jak kangury, jeśli co chwila potyka się człowiek o jakąś przeszkodę. Najczęściej przez drugiego homo sapiens podrzuconą. Smutno jakoś. Cholera jasna, czy nie da się, naprawdę nie da żyć prosto, bezkonfliktowo, po prostu i już?
Aby nie utopić się w tym listopadowym smutku, upiekłam obłędnie proste, obłędnie pyszne i obłędnie kaloryczne ciasteczka czekoladowe* naszpikowane czekoladą ku większej czekoladowości, a co tam! Robi się je krócej niż trwa smutek na cokolwiek. Ciasteczka wyglądem nie zachwycają, ale już smakiem… mmm! Poza tym każdy wie, że nic tak nie poprawia nastroju jak czekolada, której choćby mały kęsek powoduje wzrost hormonu szczęścia czy tam serotoniny, jak kto woli bardziej oficjalną nomenklaturę. Eee…, że co? że kalorie? A cóż te parę kalorii wobec  bezcennej jak się okazuje serotoniny!
Idą najkrótsze dni w roku – jemy czekoladę, jemy i już!


* Przepis na czekoladowe ciasteczka pochodzi z bloga  Moje wypieki
Fotka moja :)

2 komentarze:

  1. O tak zdecydowanie pora na czekoladę :)
    Również stosuję to lekarstwo na smutne, senne dni listopada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba też poszukam tych "hormonów szczęścia" w czekoladzie...

    OdpowiedzUsuń