niedziela, 25 listopada 2012

Będąc matką upierdliwą...

Jestem empatyczna. Jeśli zaś chodzi o synów dwóch to bywa, że poziom mojej empatii urasta ponad Mount Everest. Kiedy mnie ta empatia ściśnie, doszukuję totalnego kataklizmu choćby w chwilowo zadumanej facjacie syna jednego lub drugiego. Znam tę swoją przypadłość i staram się panować. Ale czasami wymyka się mi spod kontroli ;)
Kiedy podczas aktywnego trybu "matki upierdliwej", dostrzegę choćby cień melancholii na licu jednego lub drugiego, zaczynam epatować swą troską:
- Coś się stało? Smutny jesteś...
- Coś cię gnębi? Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.
- Jesteśmy od tego aby ci w razie kłopotów pomóc.
- Pamiętaj, rodzice funkcjonują na zasadzie telefonu do przyjaciela. Tylko my tak prawdziwie ZAWSZE będziemy za tobą gdy będziesz miał problem…
- Mamo – nie wytrzymał, ironiczny jak zwykle, nieletni – czego ty się znowu naczytałaś? „Trudne sprawy” oglądałaś czy co?
- Mamo – rzekł syn dorosły, z politowaniem patrząc na mą troską upierdliwą – ja po prostu mam w tym tygodniu trzy kolosy i nie chce mi się uczyć.
A zdzielę jednego i drugiego ścierą przez plecy, będą tu się z matki zatroskanej nabijać. Yh!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz