środa, 7 listopada 2012

Przeoczona kumulacja, eh!

Zapomniałam wysłać totka.
Totka puszczam od czasu do czasu, ze 4 razy w roku. Zwykle kiedy jest owczy pęd do kolektur, bo kulminacja czy kumulacja, nie wiem jak się to nazywa, ale wiem, że wtedy jest dużo do wygrania i dużo ludzi o tym dużo mówi. I duuuża kolejka jest do maszyny przyjmującej te duże ilości kuponów. Uniknęłam więc zbędnego stania w kolejce podobnych sobie jednodniowych milionerów-marzycieli. Patrzę bowiem na te „szczęśliwe’” cyfry/liczby i jestem pewna, że za nic bym nie wpadła aby takie właśnie wytypować. Reasumując dobrze, że sobie darowałam.
Siedzę w salonie z widokiem na bardzo brzydki listopadowy dzień i myślę co też ja bym uczyniła gdybym ów milion czy, nie daj Boże, kilka(dziesiąt) wygrała? Czy wybyłabym w trybie natychmiastowym  na koniec świata albo chociaż do ciepłych krajów? Wprost do hamaczka rozpiętego pomiędzy dwiema okazałymi palmami tuż nad piaskową plażą u stóp lazurowego morza tudzież oceanu? Czy poszłabym do pracy pracować czy może tylko po to by powiedzieć gudbaj, ja spadam? Wybudowałabym nowy dom? Gdzieś bardzo daleko? Gdzie jest może piękniej, może lepiej? Może tam gdzie jest morze, a może gdzie góry. Albo nad jeziorem… takim z ustronną zatoczką i uroczym, pachnącym drewnem pomostem, to byłoby coś! Może tam byliby ludzie lepsi, ja mądrzejsza, ładniejsza, zdolna i utalentowana? A gdyby tak zostać tu gdzie jestem? Przecież dobrze mi tu… A za te grube totolotkowe miliony zbudowałabym wokół siebie przestrzeń piękniejszą, wygodniejszą… Może właśnie tak. Czy za pieniądze totolotkowe dałoby się zmienić też ludzi i siebie? Na lepsze wersje…
Następnym razem postaram się kulminacji czy też kumulacji nie przeoczyć ;)

2 komentarze:

  1. Też się zastanawiałam, co by było gdyby... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja kupon nabyłam i na marzeniach się skończyło ... :( ehh nie ma się tego szczęścia w grach, ale szczęście w miłości za to mam :)

    OdpowiedzUsuń