niedziela, 4 listopada 2012

Życie seksualne marchewki

To ja miałam dzień! A zaczął się już wczoraj wieczorem. Wieczór ów - z przyjaciółmi - przeciągnął się do księżycowo-gwieździstych godzin nocnych. A wszystko przez ten księżyc i Jowisz, i kilka wspominków, troszkę smuteczków i troszkę śmiechu,  muzyki i innych fików-mików. Zleciało.
Rano Marecki zarządził porządkowanie ogrodu przed zimą. Ło masz ci, nie miał kiedy.
- Ostatni dzwonek, zima idzie.
No to jak idzie, to poszliśmy i my do tego ogródka. Uprzednio jednakże musiałam odszukać moje ulubione, wesołe rękawiczki ogrodowe, w kwiatuszki, listeczki i takie tam. Później ganiałam za Fafikiem bo jemu też się spodobały. Przed pracą trzeba wypić kawkę, co nie? I znowu zleciało.
Jednakże zapał Mareckiego w końcu i mi się udzielił, i naprawdę – to były niesamowicie pracowite cztery godziny. Jest szansa, że wiosną to ja będę miała kwiatków a kwiatków.


Ja wiem, że cebulki to już od września powinny siedzieć w ziemi. Ale nie dałam rady wcześniej. Trudno, niech sobie teraz radzą – wierzę w nie.
Kosze wiklinowe za karę, że takie nie odporne na deszcze jesienne, poszły na stryszek. Będą tam kiblowały do wiosny. Z lawendą eksperymentować już nie zamierzam – przesadziłam z rabatki do doniczki i sruu do chłodnego pomieszczenia na zimowanie.

Ledwo dysząc wróciłam z ogródeczka do domu, a w nim: kotlety, sałata, pranie, prasowanie, łodkurzanie, zakupów robienie i kot się drze, że głodny, o jaki głodny! Takie tam ekscytujące sobotnie rozrywki.
- Mamo pomożesz mi ułożyć zdania z imiesłowami „śpiewający” i szyjący” bo już nie mam pomysłów.
Łożesz, litości nie ma dziecię, no.
- Synu, toż ja po pracach ogródkowych mam zakwasy nie tylko w łapach ale i mózgu, wiec jak mam się intelektualnie sprężyć?
- No, mamo… a ja tak liczyłem na inteligentną pomoc z twojej strony…
No jak, skubaniec, mnie podszedł.
- Pisz: „Chłopak śpiewający w programie TV fałszował niemiłosiernie, a chirurg szyjący ranę, nagle kichnął donośnie”.
Syn spojrzeniem zasygnalizował, że mój autorytet matki-humanistki gruchnął właśnie o podłogę i poszedł wymyślać jednak sam. Ma się te sposoby motywowania dziecka do samodzielnych prac domowych, he he.

Niedzielę spędzimy w stolicy, gdzie Mężon zamierza zostać bohaterem w mieszkaniu syna i samodzielnie zamontować to i owo. Przy okazji ja uskutecznię dyskretną wizytację kawalerskiego gospodarstwa, a co!


Aaa! Miało być o życiu seksualnym marchewki. No to proszę:


Takie to się amory pod naszym oknem, przez cały sezon odbywały. 
Nieźle się marchewki w tym warzywniku zabawiają.

3 komentarze:

  1. Ło matko, ogród... tez powinnam tam zrobic porządek, ale mi sie serdecznie nie chce...

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ładnie to tak marchewki podglądać;)?

    Zawsze jako dziecko zachwycałam się tego typu widokami jak marchewki, albo kartofelki o ciekawych kształtach :) Teraz mieszkam w kamienicy i nie mam roboty w ogórdku,ale i widoków takich nie mam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no w sklepach takich nie uświadczysz, tam są tylko przyzwoite marchewki... ;)

    OdpowiedzUsuń