piątek, 28 grudnia 2012

Czar czarnej płyty

Mężon zadecydował, że w ramach wspólnego prezentu mikołajkowego, zakupimy nowy gramofon do płyt analogowych. Szkoda, że jakoś nigdy to ja nie mogę być pomysłodawcą wspólnego prezentu. Postawiłabym na ekspres do kawy, ale kto by tam w domu zdominowanym przez facetów słuchał mnie. 
Kolekcja płyt bogata, nie powiem, a poszła w zapomnienie lat temu naście kiedy to naszą  płytoteką zawładnęły płyty CD, a staremu gramofonowi padł był z wdziękiem napęd. Kiedy zaś Mężon wypatrzył w necie ileż to warta jest jego płytoteka – np. pierwsze, „czarne” wydania niektórych płyt Led Zeppelin, Floydów, Deep Purple, Jimiego Hendrixa i innych takich tam, poczuł się bogaczem. I tak, o - będziemy teraz słuchali trzeszczących płyt z duszą :)
Oczywiście fukałam i prychałam na ów nowy zakup, ale kiedy przeglądałam płyty, Michał zauważył:
- Jednak cię mamo wzięło.
I tak chaliera wydało się, że dopadły mnie wspomnienia…
Będąc młodą, zakochaną jeździłam z takim jednym facetem na giełdy płyt i do słynnego sklepu na Freta w Wawie. Tam ówczesny chłopak, a obecny Mężon wydawał całą kasę jaką posiadał na płyty, a ja bidulka byłam szczęśliwa, kiedy w parku jedliśmy na spółkę drożdżówkę, bo na kawę w kafejce było szkoda kasy, o drugiej drożdżówce nie było mowy – wszak wszystko szło na płyty.
Zawsze czułam dziwny pociąg do ludzi z pasją. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz