czwartek, 20 grudnia 2012

Koniec świata no i co?

Nie dość, że morduję się z prasowaniem ciuchów, to jeszcze muszę prasować włosy. Choć już mniej się kręcą i puszą niż to było na początku, to jednak nadal wołają o pomstę do nieba i o prostownicę. Albo sobie tak tylko wmówiłam, cholera wie. A wyprasować i tak musiałam się i tu i tam, bo zdążałam na firmowego śledzika. Wypadało więc postarać się o jako taki wygląd, by przed zapowiadanym hucznie końcem świata pozostać w pamięci współpracowników jednak jako cud_mniód_malyna_dziewczyna.

No właśnie… chyba powinnam coś skrobnąć o końcu świata. No bo to taki topowy temat teraz.
Pomyślmy więc:
Jutro koniec świata i co tu zrobić w związku z tym?
Niestety moja wyobraźnia w tym temacie zastrajkowała. Otóż nie wiem co. Na pewno nie zdążyłabym już pojechać na… koniec świata. Pod taką palemkę na złotej plaży tuż obok lazurowego oceanu.
Z przerażeniem uzmysłowiłam sobie, że ja strasznie mało pragnąca czegokolwiek jestem: nie potrafię określić tak na szybko co bym chciała przed tym końcem świata… zrobić, doświadczyć, przeżyć, mieć...
A może wszystko czego pragnę wymaga czasu i nie da się tak ad hoc, pstryk i jest? Tej wersji się przytrzymam, niczym koła ratunkowego, na wypadek końca właśnie.
Jedno co na pewno mogę przed końcem świata uczynić, to wznieść za ów Świat toast. Za cały ten koktajl piękna i szpetności zarazem. Absurdalny, surrealistyczny, realistyczny do bólu, naszpikowany wszelką odmianą dobra i zła, człowieczą genialnością i głupotą, skrajnymi emocjami, niewiarygodnie bogatą fauną i florą. Za jego błękit i zieleń. Za Ziemię. Za Ludzi. Za Słońce. Za wszystko razem ujęte w całość – BYT po prostu. Rzeczywisty, namacalny. Tu i teraz z przeszłością, teraźniejszością i planami na przyszłość.

Mężon nie ma planów związanych z końcem świata, gdyż nieustannie zajęty jest szlifowaniem swojego angielskiego. Michał też kuje - do laborek z materiałów metalowych, które to jeszcze przed końcem świata musi koniecznie zaliczyć.
Jędrek zdecydowanie najlepiej z naszej rodziny poradził sobie z dylematem, co tu zrobić przed końcem świata. Postanowił bowiem po raz pierwszy w życiu… ogolić się:)
Zgolenie młodzieńczego wąsika, który ponoć go wkurza, zaplanował na wykrakany przez Majów koniec świata, już dwa miesiące temu.
Ojeju, jeju, jak to tak??? – niedawno dreptał w przydługich, odziedziczonych zresztą po Michale śpiochach, a już się będzie golił???
Koniec świata!


PS. Władimir władca sąsiedniego państwa, właśnie ogłosił, że koniec świata to będzie za jakieś cztery i pół miliarda lat – wraz z wypaleniem się słońca. Uf, można odetchnąć z ulgą. Do tego czasu z pewnością wymyślę coś spektakularnego ku uczczenia końca świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz