piątek, 11 stycznia 2013

Chorobowe i nie tylko

Gdzie nie spojrzeć wszyscy chorzy. Każdy jest albo przed, w trakcie albo właśnie go bierze – choroba. W tej kwestii nasz dom wtopił się w ogólnie panujący trynd i sumiennie wspieramy finansowo polski (i nie tylko) przemysł farmaceutyczny. Przez moment tylko nasze zwierza były zdrowe. I niech tak zostanie – zdecydowanie leczenie człowieków jest tańsze niż zwierzaków – ludziom od czasu do czasu coś tam refundują, zwierzom nic. 

Po wizycie w teatrze naszedł mnie smutek ogromny, że tak rzadko w nim bywam. Zdecydowanie to jest minus mieszkania na prowincji. Uwielbiam klimat teatru, począwszy od kasy biletowej, pierwszego dzwonka, kurtyny, a skończywszy na antrakcie i bufecie ;) O tym co POMIĘDZY nie wspomnę! Kontakt z „żywym” aktorem jest... tak niezwykłym przeżyciem… Magia teatru – czuję to zawsze! Na ten rok na listę spraw koniecznych wpisuję: zobaczyć spektakl z moją ukochaną Krystyną Jandą – oczywiście na żywo. Muszę! A tymczasem polecam sztukę „Nikt nie jest doskonały” z żywiołową rolą Edyty Olszówki, nieoczekiwaną Jana Jankowskiego i zaskakującą – Wojciecha Duryasza. Bawiłam się przednio, a powiedziona przeze mnie do teatru młodzież – pod wrażeniem – że teatr nie musi być nudny. Też coś!

Koniec i początek roku to zazwyczaj czas bardzo charytatywny. W ramach projektu Unicefu „Wszystkie kolory świata” miałam ogromną przyjemność przygotować laleczkę, wg pomysłu Gabrysi - córeczki mojej przyjaciółki Shoni. Laleczka zostanie zlicytowana na rzecz wspierania potrzeb dzieci żyjących w Czadzie. Dziękuję Gabrysi, że mogłam współuczestniczyć w tym pięknym projekcie. Trzymam kciuki, aby Lala zgromadziła jak najwięcej pieniążków :) Powodzenia Gabrysiu i… Zuri!


Trwa karnawał, więc tworzą się kolejne buteleczki:


Przede mną łykend całkowicie wolny od pracy. Odwiedziłam biblioteki dwie, nawypożyczałam książek bez liku i zamierzam bezwstydnie się lenić przez całe dwa dni. Tym bardziej, że lodówka zapełniona po brzegi – zero gotowania. A Mężon co i rusz serwuje mniamniusią muzyczkę z zasobów analogowej płytoteki.
I już naprawdę całkiem na zakończenie tego wpisu i zakończenie okresu bożonarodzeniowego, taka radosna piosneczka, pod której urokiem jestem nieustannie i uśmiecham się o taaaaaaaaaaaaaaaaaak szeroko kiedy jej słucham, czyli "Bambino Jazzu":


4 komentarze:

  1. Ja też cieszę się, że żyję :)
    Lala przeurocza, ach, przeurocza!
    A motyw na torbie zainspirowany pejzażem z ostatniej strony Małego Księcia - poznałaś? ;)
    Druga torba tak naprawdę jest wielka. Na książki z biblioteki. Smiało mieści kilkanaście tomiszcz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi hi - no tak - skupiłam się na wierzbie "borbowej", ale faktycznie horyzont coś mi mówił :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, Agpelo. Zaglądałam tu już do Ciebie, ale komentuję po raz pierwszy. Pięknie tu, będę regularnym gościem. Gratuluję talentów artystycznych. Życzę zażegnania zdrowotnych kłopotów. My też chorowaliśmy, jutro po raz pierwszy po chorobie idę do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka dla wszystkich

    Fajna ta piosenka, szkoda, że nie widziałaś zdziwienia na mej twarzy jakie się pojawiło po pierwszych dwóch wyśpiewanych zdaniach :)

    OdpowiedzUsuń