sobota, 19 stycznia 2013

Co ma bal sprzed lat do chaczapuri?

Zima w rozkwicie. Mroźna ale w granicach rozsądku, śnieżna ale do wytrzymania – zamiast piętnastominutowego orbitrekowania funduję sobie odśnieżanie alejek. Ku radości psa, który uwielbia kiedy obrzuca się go śniegiem z łopaty. I zadziwieniu kota, któren to wszystko obserwuje z wysokości okna kuchennego. Wewnętrznego rzecz oczywista. Szanujące się koty – a do takich zalicza się nasza koteczka – zimą grzeją tyłki pod kominkiem.

Sobotni poranek w pracy. Hip hip hura, kurcze… Szkoda. Wolałabym jednak spędzać go we wyrku z książką, trójkolorową latte, tudzież jakimś sympatycznym osobnikiem płci męskiej tuż obok. A musiałam z tabunem małoletnich kabareciarzy dopiąć wizję muzyczną najbliższego programu. Póki co jest fajna, twórcza praca, ale jak znam życie, czyli siebie samą i realia zastane, to po niedzieli sie zacznie sie. Te nerwy i tysioncpińcent telefonów, rozmów niemalże o zabarwieniu biznesowym, a w grę wchodzi tylko zdobycie na próbę nagłośnieniową mikrofonów bezprzewodowych w ilości sztuk 3! Jakby nie można było jakoś prościej, normalnie, w atmosferze wsparcia i współpracy, eh. 

Przed intensywnym tygodniem wskazane jest podładowanie akumulatorów, jak nic pora zmontować spotkanie z przyjaciółmi. A karnawał to taki fajny czas, kiedy bez wyrzutów sumienia można zatroszczyć się o swoje życie towarzyskie. Tym bardziej, że wszyscy wreszcie wyczołgali się z gryp, przeziębień, kichań, katarów i zapaleń krtani też. 
Lubię na spotkania z przyjaciółmi przygotować coś „nowego” kulinarnie. Tym razem przypadkowo (dziękuję Dosiu) padło na  gruzińskie chaczapuri. Co za melodyjnie brzmiąca nazwa! Będę robiła po raz pierwszy, sama jestem ciekawa efektu. 
Hitem wieczoru zapewne będzie odgrzana miłość mego męża pod hasłem: ach jak wspaniale brzmi jednak muzyka z czarnej płyty, to ma duszę, to ma dynamikę! Miłość odgrzana ale nosi znamiona świeżości. 
Ja zaś przygotowałam prezentację archiwalnych, ale takich naaaprawdę archiwalnych fotek z naszego miasta. Bal w pobliskim pałacu z roku 1928. Zestrojone kobitki, wpatrzone w skupieniu w obiektyw, stoją w zastygłych pozach, odświętne, piękne, obok swoich partnerów w większości w wojskowych mundurach. Pełne życia, ciekawości. Uruchamia się moja wyobraźnia… Uwielbiam stare fotografie. Szczególnie, że fotka zrobiona w miejscu tak dobrze mi znanym. Za kilka dni na scenie, która znajduje się za uczestnikami balu z roku 1928, wystawię swój mini kabaretowy program. Blisko 90 lat po wykonaniu tej fotografii, która od kilku dni mnie magnetyzuje…
Spoglądanie na ludzi sfotografowanych przed dziesięcioleciami w miejscach tych samych, w których ja bywam teraz, wywołuje we mnie niesamowite emocje. Kim byli ci ludzie? Czy byli szczęśliwi? Czy dobrze bawili się akurat tego dnia? Co jedli? Czy może ktoś z nich wypił zbyt dużo szampana? Czy którejś pani nie poszło oczko w pończosze? Czy może ktoś na tym balu spotkał miłość swego życia? A może ktoś się z kimś pokłócił? I co robili kiedy nad ranem zapewne, opuścili bal? Jakie były ich dalsze losy…
Szkoda, że nie mogę fotek opublikować – niestety nie posiadam wiedzy na temat ich źródła, a w udostępnionych zbiorach NAC ich nie widzę.

Latte mi stygnie…

2 komentarze:

  1. Imprezka ze starymi zdjęciami, muzyką z gramofonu (tak nazywało się to urządzenie???) i dobrym jedzonkiem, nawet ja bym się skusiła :)

    Chaczapuri brzmi bardzo ładnie, ale co to jest?

    OdpowiedzUsuń
  2. Yllla chaczapuri to po prostu buła pieczona z serem - ale opis nie oddaje cudowności tego danka rodem z Gruzji - w necie są przepisy - polecam :)

    OdpowiedzUsuń