niedziela, 13 stycznia 2013

Na całej połaci... wiadomo co

Podciągnęłam do góry żaluzje w oknach tarasowych, do salonu wtargnęła zima. Całą sobotę prószył powolutku śnieg. Właśnie prószył, a nie padał i nie sypał. Jakby ktoś tam na górze oprószał ziemię leciutkimi płatkami kleiku ryżowego delikatnymi ruchami z kosmicznie wielkiej solniczki... Widok z okien mamy rozległy. Na puste o tej porze roku pastwiska. W dali widać zarys wału przeciwpowodziowego. Pogoda przegnała z niego spacerowiczów z psami, tych uprawiających jogging i tych nordikujących. Gdzieniegdzie na horyzoncie jakby opuszczone wierzby. Podniosłam oczy znad mało wciągającej, niestety, książki. Ten pusty, surowy krajobraz ujęty w ramy dużego okna uruchomił moją wyobraźnię, włączył mi się tryb matki zatroskanej:
- Synu, a ty w tej Warszawie to nie czujesz się jakiś taki osamotniony? Zagubiony?
- Nie mamo, mam nawigację w telefonie. Hahaha!
Czy kiedyś dla mnie też wszystko było prostsze?
Pod łóżkiem odkryłam ostatnie pudełko świątecznych pierników. Z gorącą herbatą tworzą duet w sam raz na zimowy wieczór. Biegający pies zadeptał białą przestrzeń przed domem i zostawił mokrym nochalem ślady na oknie.

Nowy aniołek - chłopaczek, sądząc po porteczkach, wyskoczył spod mojej igły:






4 komentarze:

  1. jaka fajna notka! taka zimowo-spokojna

    aniołek cudny ! zachwycający! odjechany i zawadiacki

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniołek bardzo fajny, a jakie włosy ma długie :)

    Cóż za książkę czytasz?

    OdpowiedzUsuń
  3. A już skończyłam, a raczej wymęczyłam, ale całkowicie nie polecam, nie wiem co mnie podkusiło - Zwykły facet Kalicińskiej - naprawdę nie warto się fatygować do biblioteki ;) Ale teraz dla równowagi postawiłam na znaną mi, daaawno nie czytaną klasykę i mam na tapecie Komu bije dzwon :) Uf co za ulga intelektualna :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Agpelo, cieszę się, że Cię poznałam. Twoje pisanie to balsam na duszę. Aniołek śliczny.
    Co do książek, to ja właśnie czytam "Białą gorączkę" Jacka Hugo-Badera. Bałam się, że będzie to gwóźdź do trumny mojego wielkiego egzystencjalnego doła, z jakiego się dopiero wygrzebałam. A jednak podziałała na mnie budująco: nawet w mroźnej i biednej Rosji możesz wybrać, czy żyć "jak człowiek, czy jak świnia" (tak się wypowiedziałam na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki).
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń