czwartek, 7 lutego 2013

Pączek, pożar(ł), biodro ;)

Pamiętam taki jeden Tłusty Czwartek przed laty. Mieszkaliśmy jeszcze w bloku, w naszym pierwszym mieszkaniu. Michaś - malutki. Jędrek - na żabach u bociana - co znaczy, że nie było go jeszcze ani na świecie, ani tym bardziej w planach. Marko w pracy na popołudnie. Ja z koleżanką nad stertą pączków (a jakże!), narzekałyśmy na przyciasne w biedrze dżinsy, a nasze dzieci bawiły się tuż obok. Niemalże jednocześnie z wyjącymi sygnałami straży pożarnej poczułyśmy gryzący dym wdzierający się kratkami wentylacyjnymi do mieszkania. Paliły się piwnice. Ciemny i gęsty dym błyskawicznie wypełnił klatkę schodową. Przyłożyłyśmy wilgotne ściereczki do twarzy dzieci (sie było uważnym na szkoleniach pepoż) i prowadząc je blisko ściany, jak najniżej, wybiegłyśmy przed blok. Gdzie już zdążyło zgromadzić się pół osiedla, w tym mój Teść.
Stoimy w tłumie patrząc na to całe zamieszanie i panów strażaków w tymże zamieszaniu uwijających się jak nie wiem co, i jak to przy stresie zwykle bywa - człowiek gubi rozsądek i włącza mu się tryb irracjonalny. U mnie przejawiło się to słowami:
- Chyba nie zamknęłam mieszkania.
(Po co mi było zamknięte na klucz mieszkanie w obliczu realnego zagrożenie pożogą, pozostaje dla mnie zagadką do dziś?)
O dziwo, u mojego opanowanego i zdystansowanego zwykle Teścia, rozsądek też chwilo się wyłączył, bo rzekł mi na to:
- To ja pobiegnę i sprawdzę.
Nie wiem jakim cudem Teść przedarł się przez kordon strażaków i wdarł do buchającego dymem bloku. W każdym razie gdy za czas jakiś wrócił, stanął spokojnie obok mnie i rzekł:
- Zamknąłem. Trzymaj klucze.
A po chwili dodał:
- Ale dobre pączki masz. Pycha! Gdzie kupowałaś?
Jak w ciemnościach, bo prąd wyłączono, w gęstym dymie, mój Teść natknął się na pączki leżakujące na tacy w naszej kuchni? Nie wiem. Ale od tamtej pory wiem, że choćby się waliło, paliło i miało o kilka centymetrów w biedrze przydużo, w Tłusty Czwartek pączka zjeść MUS! I już!

Smacznego zatem :)



[Pączki zakupione w drodze do pracy, sanna widoczna z okna w pracy.]

2 komentarze:

  1. Chi, chi, chi! Świetne! Ja też będę robić pączki po południu. Pozdrawiam. Furda biodra!

    P.S. Mnie w biodra nie idzie, ino w sadełko na brzuchu:)))

    OdpowiedzUsuń