niedziela, 24 lutego 2013

Ze stereotypem na zkupach

Przyznaję – czasami ulegam stereotypom. Stereotyp z jakim bezwiednie postanowiłam się zmierzyć to: kobiety lubią zakupy, które traktują jako czasoumilacz podnoszący wymiernie poziom dobrego nastroju. Bez wątpienia jestem kobietą i bez wątpienia potrzebuję poprawiacza nastroju. Choć akurat znam fajniejsze formy spędzania czasu wolnego niż szoping. Niestety dopadła mnie depresja na koniec zimowego urlopu i postanowiłam chwycić się stereotypu właśnie: tylko zakupy wprawią mnię w euforię. No to z Mążonem pod pachą, pełniącym funkcję osobistego kierowcy oraz doradcy zakupowego (z braku wziętej stylistyki z tiwi), pojechałam szukać dżinsów marzeń. Do miasta tuż obok, ciut większego niż nasze. Niestety łażenie po sklepach doprowadziło mnie do stanu odwrotnego od spodziewanego. Przyznaję bez bicia – daleko mi do medialnego rozmiaru 34, nie jestem jakąś tam drobinką, ale ludzie święci! Na wieszakach w sklepach odzieżowych dla dorosłych widać tylko jakieś absurdalne rozmiary – na moje oko jest to XXXXXS! Mało tego – podobną tendencję zauważyłam nawet w sklepach obuwniczych! Na półkach nie był wystawiony żaden but w rozmiarze powyżej 38! Królują cacuśne, zgrabniuśkie z numerem 36. 
Zrezygnowana weszłam do jednego z ostatnich sklepów.
- Spodnie dla pani czy pana? – ekspedientka, jak to obowiązuje obecny trynd, miła i nadskakująca do bólu kości.
- Dla mnie, ale widzę, że i u państwa nic dla siebie nie znajdę. Odnoszę wrażenie, że każdy sklep to pokaz kolekcji miniatur.
- Ależ mamy i większe rozmiary – a jaki fason panią interesuje?
I Paniusia wyciąga gdzieś z odmętów bocznej półki na saaamej górze, het pod sufitem upstrzonym halogenami wyżerającymi oczy, kilka par spodni w normalnym!!! rozmiarze. Takim dla ludzi. Kobiet z bioderkiem, nie tylko dla szczęśliwców-sucharków, i wyższych niż metr w kapeluszu. Uf!
- To dlaczego tych spodni nie ma na wieszakach?
- Proszę pani, bo większe rozmiary źle się komponują podczas ekspozycji. Takie mamy zalecenie.
Łomatkoświęta! I to miały być zakupy, które mnie odstresują! A tu się dowiedziałam, że się źle komponuję. No dobra – wiem, że powinnam zgubić co nieco w biedrze - obiecuję ;), ale jak skrócić stopę? Bo numer buta 40/41 też się źle komponuje i na żadnej półce sklepowej nie stoi! 
Zapomniałam, że nie lubię szopingu, to mam za swoje. Na pohybel stereotypom!
Ale, ale, aleeee - dżinsy za to kupiłam super! I super w nich wyglądam, pomimo tego, że są w rozmiarze zdecydowanie większym niż 34!

4 komentarze:

  1. Poprawiam sobie humor w Bonprixie zawsze kupuje tam o jeden, dwa rozmiary mniejsze ciuszki bo zawyżona nr i satysfakcja wieksza :D i w Deichmannie (buty damskie nawet 44 nr )wygodne i nie jakieś ceny kosmos
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i ja się przyglądam mocno ofercie BP :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja znowu dochodzę do wniosku, że przysłowie: koniec języka za przewodnika ;) jak najbardziej jest na miejscu :):):) i trzeba PYTAĆ :):):)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi zakupy poprawiają humor, zakładając, że coś znajdę :) ale raczej nigdy mi się nie udaje w ten sposób poprawić humoru wtedy kiedy tego potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń