piątek, 29 marca 2013

Ciepła!

Fafik zwiał. Ogrodzenie niby nowe, newralgiczne miejsca pozabezpieczane, a jednak zwiał. Wspiął się po bramie? A może, zapatrzony w zamieszkujące wierzbę sroki, nauczył fruwać? Kto go tam wie. Biegałam w śnieżycy, od furtki po jednej stronie domu, do bramy od pastwiska, po drugiej stronie. Jak ta głupia, nawołując przymilnie Fafciu, Fafciu chodź do pańci. A on z ozorem na wierzchu, ogonem wygiętym w literę „C” jak „C(sz)ęśliwy pies” olewał mnie psim moczem. Kiedy już wybiegał się na pastwisku pod moim (wściekłym) okiem poszeeedł w długą, ganiać z wsiowymi psiakami. Wrócił ledwo dysząc po godzinie. Bez najmniejszych oporów zamknęliśmy go w jego rezydencji pod brzózką, czyli kojcu.


Ospale i bez entuzjazmu tworzę świąteczną atmosferę.
Aby moje pisanki nie zmarzły w drodze na święcone, ubrałam je w ciepłe kubraczki:



I tego Wam życzę – ciepła. Jeśli nie za oknem - to przy świątecznym stole. Właściwie tam jest ono bardziej potrzebne. Wówczas nie ma znaczenia co za oknem. 

wtorek, 26 marca 2013

Sprzątamy

Taki czas, że trzeba wyrobić normę na szmacie. Sprzątałam więc, że hoho, z czego największym wyzwaniem było doprowadzenie do stanu błysku  witryny z kolekcjonerską zawartością drogocennych miniatur bolidów F1 - własność Syna Dużego. Czyszczenie czegoś złożonego z samych szyb doprowadza mnie do rozpaczy. O bolidach z wypustkami nie wspomnę.
Następnie ponowną czynność odprawiałam nad półkami Syna Małego – tutaj straszyła mnie nie mniej „drogocenna” kolekcja drobnych hot wheelsów. W sypialni zaś czyhała na mnie jedyna w swoim rodzaju (hm hm…) kolekcja analogów mężowskich – wolałam nie tykać; w sypialni odgruzowałam z kurzu li tylko lampę.
Gdy kurz opadł, uczyniłam dwa Aniołki:



Syn Mały wpadł ze szkoły – kolekcję hotłilsów poustawiał po swojemu. 
Mężon wpadł z pracy - zabrał narty pod pachę (sezon narciarski w pełni) i tyle go widzieli. 
Na odkurzone analogi nie rzucił nawet okiem. 
Syn Duży wpadnie do domu jutro. Co powie na porządki w witrynie, do której nie mam prawa nawet się zbliżać? – A kto to wie.

Na pobożonarodzeniowej choince, która stoi w doniczce na tarasie, zawiesiłam miniaturowe pisanki. Do wazonu wstawiłam gałązki bzu i brzozy. Może wyhoduję sobie wiosnę w domu. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Przedświątecznie

Co za szczęście mnie spotkało – mam przed świętami tydzień wolnego. Odpracowane sumiennie, więc nic darmo. Przy porannej kawie z taaaaaaaką wysoką pianką, planuję najbliższe dni.
Najpierw przedświąteczne porządki. Trudno do nich się zebrać, ale jestem pewna, że doda mi to energii i wyzwoli od późniejszych wyrzutów sumienia, kiedy będę leniuchowała z książką alboli też jeno spoglądała w siną dal wystawiając buzię do słońca. Rozmyślam też o nowych ozdobach świątecznych. Znalazłam inspirację na nietypowe pisanki, więc muszę mieć wysprzątaną chatkę aby wyrzuty sumienia i kotłujące się koty w zakamarkach nie zatruwały przyjemności nicnierobienia podczas tworzenia. Musimy też załatwić kilka spraw niezałatwionych, stale odkładanych, bo praca, bo wyjazdy służbowe, bo zawsze coś innego i dzień niby dłuższy a czasu wcale nie więcej. I jeszcze muszę trzymać mocno kciuki za pewne zmiany na (chyba) lepsze, na które mamy widoki, a czy się spełni… No właśnie boję się myśleć, bo już jakiś czas temu podobna szansa mignęła przed nosem. Wówczas nie wszystko zależało tylko od nas, teraz jakby więcej, więc tym bardziej trzymam kciuki i nieśmiało spoglądam w Niebo.
Święta w tym roku zaplanowaliśmy rozjazdowe. Chwilowo mam dość „rodzinnych” świąt zagęszczonych emocjami nie zawsze dobrymi, rozmowami, które nie powinny odbywać się przy świątecznym stole. Dlatego też spędzimy je na walizkach, co nie znaczy, że bez rodziny. Ale bez zadęcia. W każdym razie taki mamy plan, a co z tego wyjdzie…



Komunikat zdrowotny :)
Coś drgnęło ku lepszemu i mam zamiar radować się tym, a nie sceptycznie dumać: eee tam, i tak wszystko wróci. Nie wróci! Mówię to ja sobie samej, słuchać się masz babsztylu durny.
Uf czuję się postawiona w pion.

Komunikat meteorologiczny :(
Komunikatu meteo nie będzie, bo co tu pisać, jak jest każdy widzi.

sobota, 23 marca 2013

Zimny poniedziałek gorącą stanie się niedzielą

Ale słońca!!! I cóż, że skąpanego w minus 16? 
Dość marudzenia, z godnością trzeba przyjąć co jest i już. No i spojrzeć na sprawę z innej perspektywy - to nie wiosna nie chce przyjść, tylko zima nie chce odejść. Polubiła ludzi - to zawsze jakiś optymistyczny aspekt.
Zabieram się do roboty i przepędzam zimuchę - wstręciuchę. A zaczynam od piosenki VooVoo "Nim stanie się tak..." [I śpiewamy razem, i odczyniamy, odczyniamy!]:

Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew.

Zimny poniedziałek

Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...

Choć mało rozumiem

A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe

Nim stanie się tak

Jak gdyby nigdy nic nie było
Nim stanie się tak
JAK GDYBY NIGDY NIC

tekst. Wojtek Waglewski







wtorek, 19 marca 2013

Po co przyszedłeś lisie?


Przyszedł do mnie lis. Tak jak przychodzi do Małego Księcia, za każdym razem gdy sięgam po charakterystyczny egzemplarz książeczki, na okładce której widać złotowłosego chłopczyka, jakby zagubionego na małej i nędznej planecie. Ten widok wywołuje we mnie zawsze dojmujące uczucie osamotnienia. 
Lis z „Małego Księcia” szukał przyjaźni. A czego szukał ten szarobury rudzielec, który późnym wieczorem spoglądał świdrująco na mnie – skrytej za oknem, po cieplejszej stronie tego zimowego świata? Czyżby chciał mi przypomnieć, że „Dobrze widzi się tylko sercem. To co najważniejsze nie jest widoczne dla oczu”. Przecież nawet jeśli się to wie, to czasami w pędzie przez poranki, wieczory i te godziny pomiędzy nimi, jakoś zapomina, umyka. 
…więc dziękuję, że przyszedłeś lisku…
Myślę, że jednak miał gdzieś wzniosłe idee. Szukał żarcia. Rankiem resztki z fafikowej miski zniknęły. Nie wiedziałam, że lisy lubią makaron z serem na słodko. Ale niech mu tam na zdrowie idzie. Pewnie chciało mu się dobrać do kurnika sąsiadki, ale widocznie nie sforsował rozchybotanego wejścia. Był bardzo cichy i sprytny, bo śpiący w budzie Faf nawet nie drgnął.
….
A może chciał dobrać się do mojego szmacianego zwierzyńca? Bo oprócz tego, że żyję, to szyję :)

Kury, zajączki...






... i gąskę zielonodzióbkę (moja faworytka):






PS. Nie będzie komunikatu meteorologicznego, bo to już nudne. Poza tym nie chce mi się nawet wymieniać nazwy tej pory roku, która zaczyna się na literę „z”, ale nie ukrywam, że przedłużająca się z... wysysa ze mnie energię. Marazm nad marazmami i wszystko marazm. Eh.

środa, 13 marca 2013

13 marca 2013

Trzynasty dzień trzeciego miesiąca roku 2013.
13.03.2013.
Za 7 dni wiosna.
Za oknem hula zima.
W dalekim Rzymie ogłoszono, że habemus papam.
Dzień warty zapamiętania...

Wczoraj rozpoczęłam nowe leczenie.
Nowa szansa na normalność w kategorii "zdrowie".

poniedziałek, 11 marca 2013

Czas

- Ni mum czasu ni zdrowia – jak to mawia sąsiadka zza płotu kiedy zapyta się ją o godzinę. Tak więc i ja ni mum czasu. Bo:
- Obsługa maszyny do szycia nie jest równoznaczna z umiejętnością szycia. Trenuję, trenuję. A to czasochłonne zajęcie.
- Pani Bogusia do mnie zadzwoniła. Teatralnym szeptem dysząc w słuchawkę zdradziła: Pani Agnieszko, pani przyjdzie koniecznie! Nowości są! Ha, jak dobrze mieć znajomości w… bibliotece. Stosik książek do przeczytania znowu urósł, co działa na mnie uspokajająco. Bardzo nie lubię nie mieć nic pod ręką do czytania. Na pierwszy rzut Hanna Cygler Dobre geny później pewnie Pilch. Tylko jeszcze dokończę Plebanek. 
- Wnerwia mnie to, że kiedy w jednym kącie domu ogarniam co trzeba, w drugim pająk kończy tkać pajęczynę. Wściec się można z tym sprzątaniem. Nie wspomnę o tym, że gdy przyszła wiosna umyłam okna i wówczas jak już wszem wiadomo przyszła zima.
- Nie mam czasu, bo musiałam rower odstawić do garażu i przez śniegi przedzierać się piechotką, a to też czasochłonne, kurcze, jest.
Dzień dłuższy, czasu niby więcej, więc gdzie on jest? No gdzież, gdzie?

piątek, 8 marca 2013

Zimo daj żyć!

Z tą wiosna to oczywiście taki żarcik był. Niestety, yh. Dobrze, że nauczyłam się piec chleb domowy, bo raczej nie ma szans aby rano wydostając się od nas do sklepu po pieczywko. Zasypuje nas śnieg bezlitośnie. Z okazji dnia kobitek dla wszystkich moich chłopaków, i Teścia ofkors, upiekłam pracochłonne ciasto. Ponoć pyszne - nie wiem, nie próbowałam.
Ufarbowałam też włosy - ale to raczej z dedykacją dla koleżanek, bo kto jak nie one pierwsze w ucho szepną: ależ ci odrosty widać.
A sama dla siebie zakupiłam atrakcyjny, kobiecy gadżecik... maszynę do szycia tadaaaam! Wygląda śliczniutko, pracuje cichutko. A jak szyje to jeszcze nie wiem, bo póki co oglądam ją sobie i podziwiam tylko. I snuję plany. I mam pomysły. Takie tam szaleństwo po_czterdziestkowe ;) Jedni kupują gitary, a inni maszyny do szycia, a co!

poniedziałek, 4 marca 2013

List do Pani Z.

Słuchaj no, Zima! 

Zawiesiłam zimowe kurtki tam wysoko w szafie, na najwyższym relingu, którego jak wiesz nie za bardzo lubię tak co chwila opuszczać. Buty zimowe, no wybacz kochana, wypchałam gazetami, zapakowałam w kartony i dzisiaj robią skok na strych. Tam za komin. Daleko od wejścia. Ewentualnie zostawiam jeszcze czapkę, rękawiczki i cieplejszy szalik, na otarcie twoich roztopionych łez. Ale generalnie sama widzisz, że to już koniec. Wybacz, ale i tak dużo dla ciebie zrobiłam przez te trzy ostatnie miesiące. Odśnieżałam twoje zasypane śniegiem ścieżki, skuwałam lodem skute schodki, dokarmiałam ptaszyny, które ty tak bestialsko ignorowałaś. Pozwoliłam byś spaliła w naszym kominku caluśki zapas drewna z drewutni. Nie wspomnę o tym, że ureguluję za ciebie rachunki za ogrzewanie i prąd - trudno, niech ci będzie. Jednakże teraz bądź grzeczną dziewczynką i spadaj na półkulę południową, czy gdzie tam ty teraz powinnaś urzędować.
I nie tłumacz się, że masz czas do równonocy wiosennej. To raptem jeszcze tylko 3 tygodnie, więc nie bądź taka drobiazgowa i nie czepiaj się każdego dnia i godziny. 

Po prostu żegnaj!

Łączę mimo wszystko całuski i do zobaczenia za rok :)