wtorek, 19 marca 2013

Po co przyszedłeś lisie?


Przyszedł do mnie lis. Tak jak przychodzi do Małego Księcia, za każdym razem gdy sięgam po charakterystyczny egzemplarz książeczki, na okładce której widać złotowłosego chłopczyka, jakby zagubionego na małej i nędznej planecie. Ten widok wywołuje we mnie zawsze dojmujące uczucie osamotnienia. 
Lis z „Małego Księcia” szukał przyjaźni. A czego szukał ten szarobury rudzielec, który późnym wieczorem spoglądał świdrująco na mnie – skrytej za oknem, po cieplejszej stronie tego zimowego świata? Czyżby chciał mi przypomnieć, że „Dobrze widzi się tylko sercem. To co najważniejsze nie jest widoczne dla oczu”. Przecież nawet jeśli się to wie, to czasami w pędzie przez poranki, wieczory i te godziny pomiędzy nimi, jakoś zapomina, umyka. 
…więc dziękuję, że przyszedłeś lisku…
Myślę, że jednak miał gdzieś wzniosłe idee. Szukał żarcia. Rankiem resztki z fafikowej miski zniknęły. Nie wiedziałam, że lisy lubią makaron z serem na słodko. Ale niech mu tam na zdrowie idzie. Pewnie chciało mu się dobrać do kurnika sąsiadki, ale widocznie nie sforsował rozchybotanego wejścia. Był bardzo cichy i sprytny, bo śpiący w budzie Faf nawet nie drgnął.
….
A może chciał dobrać się do mojego szmacianego zwierzyńca? Bo oprócz tego, że żyję, to szyję :)

Kury, zajączki...






... i gąskę zielonodzióbkę (moja faworytka):






PS. Nie będzie komunikatu meteorologicznego, bo to już nudne. Poza tym nie chce mi się nawet wymieniać nazwy tej pory roku, która zaczyna się na literę „z”, ale nie ukrywam, że przedłużająca się z... wysysa ze mnie energię. Marazm nad marazmami i wszystko marazm. Eh.

3 komentarze:

  1. :) szczególnie ta gąska mi się podoba :)

    Ja kiedyś miałam "bliskie spotkanie" z lisem :) Już nie pamiętam czy truskawki całą rodziną zbieraliśmy, czy co to było w każdy razie, ja byłam najbliżej granicy. W pewnym momencie mam przyciszonym głosem mówi do mnie, żeby podniosła powoli głowę. Patrzę, a z jakieś kilkanaście króków przede mną stoi sobie lis i się na mnie gapi :)
    Z tym, że ten lis to jakiś podejrzany był. Nie bał się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie piękne zwierzaki! lisów nie widuję, ale kiedyś wpadł na nasze podwórko jeleń i cały zestresowany nie potrafił sie wydostać. A powiem tylko,że mieszkam w śreodku wsi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Komu przekażesz ten piękny fach w ręku?....

    Jak zwykle jestem pod wrażeniem pomysłowości zrobienia czegoś wyjątkowego z niczego:)

    Za czym ja stałam w kolejce po talent....?

    Buźka!

    OdpowiedzUsuń