środa, 17 kwietnia 2013

Niech minie ta noc

Kiedy kilka tygodni temu zostałam sama w domu - sama z Jędrkiem i kotem, nie mogłam spać. Uruchomiłam wówczas office w telefonie (no co za cudo!) i wyklikałam cały mój niepokój i czujność w jednym. Dziś odkopałam tę notatkę. Dlaczego? Bo czeka mnie znowu taka noc i już się jej bojam – jak to czasami zdaje się „mówić” pysk Fafika:

Nocą dom żyje ciszej. Ale to ciszej paradoksalnie znaczy groźniej. Albo w moich uszach tak brzmi. Brzuchata lodówka, w rzeczywistości prawie bezdźwięczna, mruczy i burczy, przelewa coś w tych swoich maszynowych żyłach, a po co, po jaką cholerę? I piec swoje musi pogadać. Właśnie nocą coś mu się uruchamia, bo on musi i już. Zmywarka, w dzień moja przyjaciółka, nocą przemienia się w charczącego potwora dobijającego się do mojego domu rurami kanalizacyjnymi. A przecież w ciągu dnia jakby ich nie było. Zapominam, że są. Są i już. Nie słyszę ich. Dlaczego więc nocą jest inaczej? Nocą każdy, najcichszy dźwięk wwierca się w uszy, przed oczy podsuwa przerysowane i całkiem nierealne obrazy. Cisza nocą jest tak dojmująca, rozbudza wyobraźnię, która zamiast o 4 nad ranem spać, pracuje na najwyższych obrotach. 
Syn mniejszy tuż obok oddycha cichutko. Spokojnie i kojąco. Zupełnie nieświadomy jazgotu ciszy. Kot zeskoczył z kanapy. Co za huk! A może to nie kot? Jeśli nie on to co? To KTO?
Kiedy przyjdzie sen? Tuż przed budzikiem bezlitośnie oznajmującym początek dnia? 
Nie lubię naszego domu nocą gdy nie ma w nim Ciebie. A przecież nie zawsze uda się skraść dniu choćby godzinę na sen. 
Tylko niech już minie ta noc. 
Niech granatowe niebo zacznie bielić się świtem. 
Niech u sąsiadów rozbłyśnie światło w małej łazience. 
Niech kot przestanie straszyć swoimi nocnymi wędrówkami. 
Niech cisza zamieni się w przyjazne i oswojone odgłosy codzienności. 
Ledwo słyszalny dźwięk lecącego wiele kilometrów nad ziemią samolotu, niech będzie tym czym jest w rzeczywistości, a nie potworem czyhającym na moje bezpieczeństwo. 
Tykający zegar – zegarem, a nie skradającym się bógwieczymstrasznym

Niech skończy się ta noc. 
Albo niech przyjdzie sen.

***

PS. Sen wówczas przyszedł o 4.50 :) A dziś do bukietu nocnych dźwięków doszły... żaby. Najwidoczniej wybrały pobliskie wiosenne rozlewisko za wylęgarnię, ajć!

A aktualny widok z tarasu mam taki (to fotka, a nie czarny prostokąt z Painta):




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz