sobota, 27 kwietnia 2013

Patrzymy, widzimy. Albo i nie.

Mam nowe okulary - szkła, oprawki (koniec raz na zawsze ze zbyt delikatnymi patentami, w których co jakiś czas śrubka odmawiała współpracy z całą, niewielką resztą) i w pakiecie z nimi mam nową szerokość kanału progresji, ogniskową, z którą nie mogę się dogadać i w huk wie czego jeszcze nowego. No nie ogarniam tej kuwetki póki co i mnie wnerwiają te nowe, że eeeh. Okulista musiał ustawić mi inaczej to wszystko niż miałam dotychczas, bo po prostu nie mam komfortu korzystania z tych patrzałków. Niby są okej, niby widzę, ale cuś z nimi nie tenteges
A tu tyle do oglądania. 
Przyroda nie próżnuje. Nadrabia błyskawicznie zaległości po zbyt długiej zimie. Wprost z zimowych butów wskoczyłam w sandałki. Modrzewie Gosi, tuż za płotem, trzy dni temu były nagie, teraz szczerzą młode, zieloniutkie igiełki. Staram się nie przeoczyć tych chwil, bo zieleni się dosłownie w oczach – choćby zaopatrzonych w nowe okulary o dziwnie ustawionych parametrach. Krokusów niestety nie zdążyłam sfotografować – przekwitły. U bocianów chyba już są jajka, bo nie zostawiają gniazda samemu sobie – zawsze jeden bociek medytuje na jednej nodze lub po prostu siedzi. Drugi w tym czasie żeruje na łące obok, albo znosi różności do umacniania gniazda. Więc wnioskuję, że sąsiedzi Państwo Bocianostwo przy nadziei :)
Żaby drą mordy wieczorami, niemalże tuż nad uchem Fafcia, bo pod płotem od pastwiska mamy pozimowe rozlewisko. Kukułka mnie okukała kiedy byłam bez grosza przy duszy, bo akurat wyszłam wieczorem podlać nowo posadzone drzewka. No i jak tu być bogatym? Głupia kukułka!
Poddałam Syna Dużego testom na umiejętność samodzielnego gospodarowania. Jakby nie było dziecię wypuściłam na szeroką wodę siedem miesięcy temu i tylko raz (!!!) go odwiedziłam na jego kawalerskim gospodarstwie i to niejako przy okazji:
- Michał, a ty w ogóle to umiesz ugotować mleko?
- No jasne!
- No, to jak się gotuje mleko, powiedz mi synu? – pytam uroczyście, wlewając jednocześnie do małego garnuszka odrobinkę wody, bo właśnie rozpoczynałam gotować mleko do czegoś tam.
- Trzy minuty w szklance w MIKROFALI, mamo, ha ha ha!
No nie wiem nie wiem, zdał test czy nie? A może ja oblałam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz