poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Taki sobie poniedziałek

Jakby ktoś szukał wiosny, to ja już wiem gdzie ONA jest.
Dziś była u nas na tarasie, wypiła z nami kawę! Pierwszą w tym sezonie.
A następnie, Szanowni Państwo, wiosna owa krążyła nad naszymi dachami. Sąsiadka, ta zza płotu po stronie północnej, zawołała do mnie:
- Pani sąsiadko, bociany nasze wróciły! Wróciły!
Ano wróciły biduleńki. Ale takie wygłodniałe, że cały dzień szlajały się gdzieś tam po rozmakających łąkach. Będę jutro na nie polowała, by im cyknąć pierwszą w sezonie 2013 foteczkę. Z braku bocianów zostawiam cud-mniód-malina zachodzące wiosenne słoneczko – no jak nic widać, że wiosenne, a nie zimowe :)


Radośnie wiosenne chwile na tarasie, poprzedziły mniej radosne w pracy. Po skumulowanej dłuższej przerwie świątecznej i chorobowej naszła mnie refleksja mniej więcej taka:
Ja lubię swoją pracę.
Ja lubię w tej pracy współpracować nawet z tymi, których nie lubię za bardzo.
Jednakże ciśnienie, które zawsze mam w książkowej normie, mocno mi zawrzało, po tym powrocie po dłuższej przerwie świąteczno-chorobowej.
Ale zarzućmy zasłonę milczenia. Pracować jest mus. Czy się lubi czy nie.
I współpracować też trzeba. Czy się lubi czy nie.
Lepiej lubić, bo wtedy łatwiej. I milej.
Zresztą nic (i nikt) nie jest w stanie zepsuć tego dnia.
Wiosna, wiosna i już!

1 komentarz:

  1. U mnie sobota i niedziela piękne, słoneczne były. Wczoraj niestety już tego słońca mniej, ale zdecydowanie jest już cieplej więc liczę na to, że już niedługo zrobi się tak prawdziwie wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń