niedziela, 21 kwietnia 2013

Łykendowy miszmasz

Ach co to za łykend był. Rozpoczął się deszczowo, zakończył słonecznie, że ach i och. A deszcz padał… w teatrze :) Albowiem kulturalną część naszego łykendu sponsorował nam Teatr Roma z Deszczową piosenką właśnie. Musical zrealizowany z rozmachem – można podczas niego poczuć to co kocham – magię kulisów teatru, czar sceny, smaczki epizodów (pani biegająca z „klapsem” filmowym – majstersztyk), talent – boszzzzzz skąd to ludzie mają – tańczą, śpiewają, stepują, grają, wzruszają, rozśmieszają - łał! Dla aktorstwa chylę czoła zawsze gdy jestem w teatrze. Film narzuca oczywisty dystans fizyczny, w teatrze dotykam tej sztuki opuszkami palców – kocham to, kocham.

W Deszczowej w Romie podobało mi się: bezapelacyjnie pani Barbara Kurdej Szatan w drugoplanowej roli Liny Lamont. Moim zdaniem zdominowała główną postać, którą odgrywała, jakby nie było, gwiazda musicalu, pan Darek Kordek. O pani Barbarze jeszcze na peeewno upomni się wielki ekran. A pan Kordek – no śpiewa, tańczy, stepuje, miny stroi jak marzenie, widownię deszczówką obryzguje koncertowo. Choćby po to trzeba koniecznie ów musical zobaczyć na żywo :)

A co poza tym? 23 sztuk iglaków czeka w jutowych workach na sadzenie, ale że wiadomo w co się niedzielna praca obraca – sadzenie odłożone na poniedziałek.
Dlatego bezkarnie marnotrawiłam dziś czas popijając kawę w słońcu na tarasie i ławce bujawce. I wyrzutów sumienia nijakich nie posiadam.
Kontemplując okoliczności przyrody, stwierdziłam autorytatywnie, że nieprawdą jest jakoby bocian nie konsumował żab. 
Konsumuje i owszem:


video
Miłego tygodnia :)

1 komentarz:

  1. Chyba mu nie smakowała, po przełknięciu aż się otrząsnął.....

    OdpowiedzUsuń