sobota, 18 maja 2013

Wciąż maj trwa

Kurier przywiózł nowe meble na taras. Stabilne. Pachnące drewnem. Duży stół w asyście dwóch trzyosobowych ław i dwóch wygodnych krzeseł. Taras przyjął to wszystko godnie – jakby się rozciągnął – wszystko zmieściło się i nadal sporo miejsca. Stół nie drga niekojąco przy byle potrąceniu. Bardzo chciałam właśnie taki mieć. Ten dotychczasowy, niewielki stół-trzęsielec, wreszcie będzie spełniał rolę do jakiej się nadaje – podręcznego blatu roboczego w ogrodzie. Dziś właśnie na nim przesadzałam ostatnie kwiaty do pojemników na taras. A mi się marzyły śniadania na tarasie i dlatego pragnęłam porządnego, ciężkiego stołu. I się spełniło. Jak prosto… Fafowi też dobrze w cieniu rozłożystych mebli. 

Komary wściekłe. Bestie zajadłe, ręce opadają od nieustannego ich odganiania. Małe to to, a takie kąśliwe, podłe, podstępne!

Maj niesamowicie nadrabia stracone dla wiosny marzec i kwiecień. Wszystko rośnie obłędnie. Chwasty również, niestety. Truskawkowe krzaczki zsypane kwiatami. Krzewy bzu chyba nigdy nie kwitły tak bujnie jak w tym roku. Ten obok naszego północnego okna ma więcej kiści kwiatów niż liści. Wszystko pnie się do słońca z każdą słoneczną chwilą dnia. Wieczorem, szczypiorek, fasolka, koperek i rukola są widocznie wyższe niż były rankiem. 
Miłe to mojemu oku, oj miłe!

Znowu pędzi czas. Maj mija. Nie mijaj maju, tak cię proszę. Zakwitłeś przed chwilą bzem, zapachniałeś konwaliami, dlaczego już chcesz to zabierać… Żółty do niedawna mniszek, lekko wzlatuje białym puszkiem dmuchawców.

Nie chcę by brakowało mi dnia na piękne chwile. I na głupie zresztą też. Na smutne albo wesołe. Bezsensowne i te wartościowe. Dobre czy złe. Trudne lub proste. Warte zapamiętania i te, o których nie chce się nawet słyszeć. 

Nie chcę by brakowało mi chwil na życie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz