piątek, 10 maja 2013

Wiosna z... komarami

Przystojny pan pogodynek ze szklanego ekranu powiedział z samego rana, strasznie strasznym głosem, że oto nadciągają chmury o nazwie  C U M U L O N I M B U S. A to ponoć nie wróży nic dobrego - od nich zaczynają się deszcze złowieszcze. Czym prędzej więc zabrałam się za mycie okien - wiadomo - umyjesz okna, deszcz spadnie. Więc co za różnica? A tak to chociaż człowiek wie czego może się spodziewać. W każdym razie okna mam takie, że może do mnie zawitać perfekcyjna pani z tą swoją śnieżnobiałą rękawiczką - na pewno nie jest mi teraz straszna. Deszczu póki co u nas nie ma. A Faf i Kiciuch mają zakaz rozpłaszczania swoich mokrych kinoli na moich błyszczących taflach! Ha!

Bliscy mi i doświadczeni na polu (rolnym) znajomi mają dwie wersje najlepsiejszego terminu na strategiczną czynność w warzywniku, do jakich zalicza się… wysiewanie ogórków do gruntu. 
- Najlepiej siać w wigilię majowego Stanisława!
- A nie! Bo tylko w Dzień Zwycięstwa!
Majowy Stanisław i Dzień Zwycięstwa pozostają w bliskim sąsiedztwie - postawiłam jednakże na Dzień Zwycięstwa. Było to też takie moje maluśkie zwycięstwo nad komarami, których hordy atakują nas tej wiosny. Jest ich dużo. DUŻO. O wiele za dużo – pierwszy raz od kiedy tu mieszkamy aż w takich ogromnych ilościach. Po zachodzie słońca idą spać, a my siadamy wówczas na tarasie, słuchamy ptaków, wąchamy bez, bo zakwitł z niejakim opóźnieniem i pijemy zimne piwo. Rozmawiamy sobie o różnościach. Fajny czas. 

Nim zasiałam ogórki, maciejkę i nim wypucowałam okna, kilka dni pracowałam nad Aniołkiem Do Zadania Specjalnego. To jeden z największych jaki wyszedł z mojego warsztaciku, i chyba najbardziej pracochłonny... Z magią liczb, dla znajomych, którzy tę magię potrafią rozszyfrować.  Torebeczka, którą ma na ramieniu Aniołek, jest wielkości standardowej koperty - bo takie było zamówienie - ma się tam zmieścić kopertowy upominek ;) 
Niech się Wam szczęści!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz