sobota, 15 czerwca 2013

Ale to już było

Czasami choroba mocno mnie zgina. Psychicznie. Kilka dni temu w zawieszeniu było moje dalsze leczenie. Leczenie dzięki, któremu mogę mieć w miarę „czystą” skórę. Piękna, słoneczna pogoda i fakt, że muszę skrywać ręce pod długimi rękawami, dobił mnie. Dziś jestem silniejsza. Na chłodno, po kilku dniach, przeczytałam zrobione wówczas zapiski. Postanowiłam je opublikować. Jeśli więc ktoś nie lubi marudzących blogerek – wpis proponuję ominąć :)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
W oczekiwaniu na kolejną dawkę leku, wróciły objawy choroby. Nie wiem czy dostanę kolejny zastrzyk, nie wiem. Chce mi się płakać. Wyć. Opadam z bezsilności. Niby czuję, że nie powinnam łamać rąk nad taką błahostką jak, eufemistycznie rzecz nazywając, „brzydka skóra”, gdy gdzieś obok ludzie umierają w cierpieniach, gdy rodzice poruszają niebo i ziemię aby zdobyć lek dla dziecka, którego życie jest realnie zagrożone śmiercią. Ale w człowieku drzemie egoizm. Być może naturalny, całkiem pierwotny, bo dzięki niemu przetrwał jako gatunek. Dlatego dziś zdejmuję maskę uśmiechu, maskę pogodzenia, maskę pokory. Dziś mam dość swojego życia ubranego od dawna w chorobę. Dziś włada mną  żałość i zazdrość. Bo wspaniałe słońce, bo błękitne niebo, bo moja skóra... Ech.
- Dlaczego w takie gorąco się nie rozbierzesz?
Nienawidzę tego pytania! Odludne plaże, gęste zarośla nad jeziorami, aby dalej od oczu innych. Zawsze tak, tylko tak. Czyż nie ma w tym z mojej strony kłamstwa? Uczę swoich synów tolerancji dla inności, a sama ze swoją zawsze uciekam. Niby potrafię powiedzieć  że choruję, ale nie potrafię tego pokazać. Bo i po co zresztą.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

Tak naprawdę na co dzień jestem wytrzymała, wytrwała, w pewnym sensie pogodzona. Ale czasami się ulewa. Ulało się kilka dni temu. Pękło. Miałam serdecznie dość. Ale to prawda, że zawsze przychodzi w końcu nowy dzień, nowe nadzieje, nowe siły. Dziś jestem silna i już! Uśmiecham się.

5 komentarzy:

  1. I co z tym leczeniem, będą kolejne zastrzyki?

    Każdy czasem z siebie musi wyrzucić to co na codzień stara się głęboko ukryć. Więc pisz, jak to Ci pomaga. I nawet nie uprzedzaj :)

    Trzymaj się biedroneczko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak trzymać (vide :ostatnie zdanie) i powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...coś nam te piosenki Maryli krążą po głowie... ;)

    Jakiś ten rok chorowity dla nas Aguś...ale wiesz dobrze, że nawet umartwianie się nam nie służy, więc weźmy naszych Mareckich i Tomeckich na bok trudnej codzienności i choć na chwilę zapomnijmy o tym, że nie jesteśmy same z tymi naszymi kobiecymi utrapieniami, których inne kobiety nigdy nie nie zrozumieją...

    OdpowiedzUsuń
  4. Agpelo, z czystym sumieniem daję sobie prawo do użalania się nad samą sobą, bo wiem, że za chwilę znowu wezmę się w garść. Mam dystans do swojego kwękania, bo wiem, że marudzenie to tylko część mojego życia. Bo wiem, że smutek i ból nie oszczędzają nikogo i nie jest dla mnie przekonujący ktoś, kto wciąż chodzi zadowolony "jak prosię w deszcz".
    Dla mnie dzięki tym smutniejszym notkom jesteś bliższa. Prawdziwsza. I przecież mimo trudności cudownie umiesz cieszyć się życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marito, dziękuję... Staram się bo wiem, że nic cenniejszego nad Życie :)
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń