niedziela, 21 lipca 2013

A może...?

- Wiesz, a może czasami to nam za bardzo zależy? Za bardzo się staramy? – powiedział eM, kiedy bujaliśmy się jakiś czas na ławce-bujawce i kątem oka spoglądaliśmy  na drepczącą w trawie pliszkę szarą. Powiedział głośno to o czym myślę po cichu od kilku dni i ja… No bo kto powiedział, że to co dla nas jest ważne, musi być takim samym dla naszych dzieci? One są osobnymi bytami… Tworzą swoją historię, a przynajmniej zaczynają. Startują z innego miejsca niż kiedyś my, mają na koncie inne doświadczenia, a nade wszystko inne „TU i TERAZ”, więc i inną perspektywę rzeczywistości. Inne odniesienia.
- Jestem przecież indywidualistą – na dodatek dorzuca z przekonaniem Jędrek, choć nie wiem czy tak do końca sam wie co to znaczy. Ot, prawo nastolatka. Czarne – białe, nic pośredniego.
Rodzicielstwo nie jest takie proste jakby się chciało. Myślałam, że wystarczy miłość, szacunek, fajni rodzice, dobry układ między nimi, czytelne zasady bez zadęcia, obiadki przy wspólnym stole. Niestety – za prosto byłoby.
Zresztą, kto wie, może kiedyś zaprocentuje?

 A lato trwa… Niezłomne i niewzruszone na sprawy ludzkie.


Marko wybył na nocnego suma z Tomciem. O dziwo rankiem w kuchennym zlewie zastałam akwarium. Więc kolację sponsorowała nam wieprzańskia toń. Ryby sprawił Marko kiedy tylko odespał noce łowy. Raz w życiu patroszyłam ryby, raz jeden i nigdy więcej!


2 komentarze:

  1. Nigdy nie patroszyłam , w zasadzie nic nie patroszyłam :), no oprócz żab w dzieciństwa półgłupkowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jakiś atawizm z tymi rybami choć zadaję sobie pytanie a kto dziś potrafi wypatroszyć jakiekolwiek zwierzę tak by go zjeść? Chyba tylko myśliwy rozpruwający dzikowi brzuch, który traktuje swoją pasję jak najdroższy sport.

    OdpowiedzUsuń