sobota, 13 lipca 2013

Bez ładu i składu przy spóźnionej kawie

Na horyzoncie spokojny łykend. Przyda się bo jakoś te wakacje tak się rozpędziły, że nie wiem kiedy dobiega połowa lipca. Protestuję! Co tak szybko pędzi, no co? Ciekawe dlaczego na przykład wrzesień się ciąąąągnie, albo taki maaarzec. A lipiec – pstryk i już połowa. Może dlatego, że tak intensywnie wszystko się dzieje? Zagęszczenie spraw towarzysko-rodzinnych, plus zawodowe to_tamto i niestety, ale kartki z wakacyjnego kalendarza spadają niczym żółty, jesienny liść – a kysz! 

U Państwa Bocianów po sąsiedzku widać niż demograficzny, niestety – z gniazda wystaje tylko jeden mały łepek bocianiego małolata. A bywało, że trzy dzioby, Pan i Pani Bocianowa musieli wykarmić. Nie ma więc co się dziwić, że w Polsce rodzi się mało dzieci, jeśli i u Boćków nie za tęgo w tym temacie ;)

Fafon, niczym Kargul, nie toleruje by cokolwiek latało po jego niebie – obszczekuje z niezmiennym zapałem szybujące bociany – te żywe i te z pobliskiego aeroklubu, a i skaczącej po gałęziach olchy wiewiórce się dostaje. Wciąż kuśtyka na trzech łapach, amputowana opuszka goi się opornie. Poddaliśmy się jeśli chodzi o ograniczanie jego wolności do obrębu kojca, zwanego przez nas "rezydencją pod brzózką". Nie ma sensu – trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – nasz pies to kaskader, wspina się po ogrodzeniu niczym po drabinie. Nie ma co narażać go na ponowne urazy… W kojcu ląduje gdy spodziewamy się gości lub gdy trzeba wyprowadzić samochód z garażu. Najbardziej cierpi na tym Kotka, ostatnio nazywana przez nas Bubą. Jej wszytko jedno – generalnie reaguje tylko na Kicior oraz chrobotania suchej karmy o michę. Nieograniczona aktywność Fafa na podwórku uniemożliwia jej wieczorne eksplorowanie pobliskich krzaczorów.

No tak..., od tygodnia usiłuję złapać wenę aby napisać ważny artykuł, ale mi nie wychodzi. Nawet teraz usiadłam do lapka aby w ciszy domowych ścian pisać służbowo, a co wyszło widać – prywatne bazgrolenie na blogu bez polotu, wątku głównego, ładu i składu, ech.

Ale ach, ach! Jeszcze muszę zostawić wspaniałą wiadomość – w najbliższy czwartek Jędrek po raz kolejny będzie uczestniczył w spotkaniu z Marcinem Gortatem podczas „Marcin Gortat Camp 2013”! Tym razem już w wyższej kategorii wiekowej – zakwalifikował się do JR NBA Clinic! Oprócz Marcina i jego świetnej ekipy trenerów, na treningach będą goście z  NBA: Jared Dudley, Neal Meyer oraz Ralph Sampson. Jędrek, który jest obecnie w fazie młodzieńczego buntu dla buntu i negacji wszystkiego, nie okazuje najmniejszych oznak radości. Ale ja tam swoje wiem, pod naburmuszoną miną, i gradobiciem w oczach, kiełkuje oczekiwanie na to spotkanie!

No, dobra, dobra, idę już pisać służbowo :( 

Idę, idę. 

No idę.



2 komentarze:

  1. No to już idź w końcu ;)

    Gratulacje dla Jędrka :)

    Ja wakacji nie mam, to czas mi równie szybko ucieka, jak we wrześniu i w marcu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. niech Jędrek korzysta i ma oczy szeroko otwarte ! :)

    dobrze miec tak bociany w zasięgu... u nas to tylko sroki czasami albo wrony;)

    OdpowiedzUsuń