środa, 3 lipca 2013

Sportowe zakupy

Nic tak nie motywuje do systematycznego treningu jak na ten przykład nowe buty. Tudzież spodenki, sportowy staniczek, skarpetki pod kolorek sznurówek i takie tam. Więc wybraliśmy się na mega zakupy w popularnym markecie sportowym. Przy okazji pokonaliśmy dziewiczo pięknościowy odcinek szybkiej drogi Warszawa – Lublin; pięknie się jechało, prawie jak autostradą. Choć osobiście tych tras obudowanych ekranami dźwiękochłonnymi, nie lubię. Ale nie jestem kierowcą, więc moje zdanie się nie liczy.
W markecie okazało się, że brak nam jeszcze sto czterdziestej piątej piłki do czegoś tam, kolejnej siatki do kosza, z grubym splotem, więc NIEZBĘDNEJ. Sandałów sportowych. Spodenek do pływania, drugich do chodzenia… Oczywiście skarpet. Zeszło. I czasu i z konta.
Ale buciczki biegowe mam wycacane. Amortyzatorek tam, amortyzatorek tu, wywietrzniki, specjalna piętka do ochrony kostki i inne takie cuda wianki. Przy okazji dowiedziałam się, że mam stopę normalną, w nomenklaturze biegowej określaną mianem neutralnej. Znaczy się, że nie pronującą, nie suponującą – cokolwiek to znaczy, pociesza fakt, że coś mam normalnego :) Obiegłam w nich trzy stoiska w koło, sprawowały się elegancko.
Stare, wysłużone reeboczki z przetarciami na pięcie, nadają się li tylko do jesiennego kopania ogródeczka. Albo i nie.
Jutro rano debiut nowych – no niech mnie tylko obetrą – nie daruję!

Wieczorem w asyście pobierających mi nieustannie krew komarów, poiłam spragnione kwiaty.
Lato piękne. Niech nie mija.


1 komentarz:

  1. No to niech się buciki dobrze sprawują i dodają Ci energii i chęci na kolejną rundkę ... to ile km robisz?

    OdpowiedzUsuń