sobota, 3 sierpnia 2013

Lato, lato, lato trwaj!

Letni dzień z parasolem błękitnego nieba, szeroko rozpostartym ponad zielonymi i złotymi wstęgami pól i łąk. Co za piękny dzień. Z takim fajnym wakacyjnym feelingiem. Późnym rankiem, bez pośpiechu wypiliśmy kawę, pachnącą ciepłym, spienionym mlekiem. Bez planów, spontanicznie, ot tak, zostawiając w pierony sobotnie porządki, zakupy i inne różne „TRZEBA”, wyjechaliśmy nad „nasze” ukochane, mikroskopijne jeziorko. Dawno nad nim nie byliśmy. Nie zawiodło nas.
Do jeziorka dojeżdża się piaszczystą, leśną drogą. Zawsze jest tutaj chłodniej, pachnie żywicą, mchem… Powoli i głęboko wciągam powietrze przez nos - chce się oddychać, oddychać aż po czubki palców u stóp. Długo pływam, dopiero kiedy czuję, że marzną mi ramiona wychodzę na brzeg i w wysokiej trawie zalegam z książką. Doprawdy nic do szczęścia mi w tej chwili nie potrzeba. Nic.
„Słońce zawsze powraca”cytat z książki, którą właśnie nad jeziorkiem skończyłam czytać. Niby nic odkrywczego, ale chowam w pamięci, na mniej słoneczne pory roku i – co ważniejsze - na mniej optymistyczne chwile w życiu... 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz