wtorek, 6 sierpnia 2013

Leżing, plażing, nicnierobing

Memu ciału wystarczy niby 36 i 6 ale coś mi się wydaje, że dzisiaj wystarczyłoby z 10 mniej. Upał może i uciążliwy, ale miniona zima tak dała mi w kość, że nie narzekam jakoś zaciekle na to co zafundowało nam lato. A zafundowało słońce od świtu po zmierzch i upał – normalna rzecz latem, co nie? Jestem szczęściarą bo na letnie miesiące przypada mój urlop. Nie muszę w pełnym rynsztunku poginać do firmy. Jestem szczęściarą bo mieszkam 5 minut od rzeki, w której chłodny nurt, wskakujemy każdego popołudnia. Jestem szczęściarą bo choroba ulitowała się nade mną i leczenie cały czas działa – skóra gładka, łuszczyca (pewnie chwilowo, ale jednak) odpoczywa gdzieś poza moim ciałem. W perspektywie kilkudniowy pobyt nad większymi jeziorami - spotkamy się ze sporą grupą przyjaciół i bliskich znajomych. Cieszę się na ten wspólny czas, bo choć dobrze mi we własnym domu, który ma tak wakacyjny entourage, to jednak zmiana otoczenia dla higieny psychicznej wskazana. Na włościach ostaje pies, kot i syn dorosły, zarządzający całością.
Powietrze pachnie skoszonymi, suchymi łąkami i płowym od słońca rżyskiem. Wieczorem uruchamiam wahadłową polewaczkę aby napoić kwiaty. Trawnikowi nic nie pomoże. Wysycha na wiór. Z doświadczenia wiem, że pierwszy mocniejszy deszcz błyskawicznie go zregeneruje, a zlewanie wodą z nie wiem jak wypasionej polewaczki na nic się zda.


Cudnie jest. Cudnie…

2 komentarze:

  1. Upojenia w szczęściu Wam życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że łuszczyca daje Ci odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń