wtorek, 13 sierpnia 2013

Perseidy

Nieźle sobie te meteoryty wymyśliły, z tym gromadnym „spadaniem” letnimi nocami. Czyż może być bardziej romantyczny czas? W miarę jeszcze ciepłe noce, kolorowe niebo, po którym wlecze się poświata zachodzącego słońca. Godziny nastrajające do zwierzeń, otulające intymną ciemnością splecione w uścisku dłonie, sprzyjające spojrzeniom w oczy, blisko, blisko aby dojrzeć w nich blask. Aj!
Ile „gwiazd” tylko dla mnie spadło w noc perseidów?
Naliczyłam 6 – ale tylko takich wyraźnie świetlnym łukiem przelatujących nad naszym domem. Tych na mgnienie oka (bo może mi się tylko zdawało) nie liczyłam. Przed 22 na środku trawnika rozstawiłam leżaczek, otuliłam się kocem i wypatrywałam w rozgwieżdżonym niebie, pryskających gdzie kosmiczny pieprz rośnie, meteorytów. Przy okazji doliczyłam się 4 nocnych kursów samolotów oraz chyba z 6 krążących nad nami satelitów – no chyba, że to były ufoludki w swych ufoludkowych machinach... 
Pomijając perseidy (co za poetyczna nazwa!) fajnie ciemną nocą leżeć na leżaku i wpatrywać się w granatowe niebo. Można pomyśleć .. 
Kot co chwilę podskakiwał i zdziwiony ocierał się o kolana – co też człowiekowi do łba strzeliło, po nocy wyleguje się na leżaku. Na nic kłamstwo, że „opalam” się w srebrnym świetle księżyca, bo księżyca nie było.
Bezmiar wszechświata jest niepojęty. A ty malusi człowieczku niewidocznym pyłkiem w kosmosie, kto by się tam tobą przejmował, tak jak ty przejmujesz się sam sobą…

***

Kilka dni temu na rozgrzanej łączce narodził się Aniołek, który właśnie dzisiaj odleciał do słonecznej Italii – na pewno będzie ci tam cieplusio Aniołku :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz