poniedziałek, 16 września 2013

Jakiś taki poniedziałek

Telewizja to jednak kłamie. Mówią, że w lasach wysyp grzybów, a my jeździmy, sprawdzamy, chodzimy, pod krzaczki zaglądamy i nic. Złamanego psiaka, ni nawet nakrapianego muchomora czerwonego. Może po zapowiadanych deszczach się pojawią? Ale czy to wiadomo? Skoro tiwi kłamie to może w kwestii opadów też?
Na łąkach za to wysp kleszczy. Wczoraj Fafik nałapał ich około 20 – tyle Marko wyskubał wśród sierści. Pies niby zakroplony, mam nadzieję, że skutecznie. Nie chciałabym zaliczać powtórki z babeszjozy – tfu tfu.
W niedzielę, zamiast odpoczywać z nogami majtniętymi gdzieś na stoliczek, z książką w łapie, grzeszyłam. Czyli pracowałam. Nadal z tymi paprykami, pomidorami, śliwkami. Obieranie, gotowanie, przecieranie, marynowanie, uf. Wieczorem kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa, a wypoczęty w dzień kot, nocą nie dawał spać.
Poniedziałek mglisty, Internet w pracy padł, zostawiając mnie z całą masą spraw w toku, które offline są jakby nie do wykonania.
Pracuję nad scenariuszem „kuczci” i jak zwykle szarpie mną na wszystkie strony ból tworzenia. Weno ma, gdzie się szlajasz? Wracaj!
Aby do łykendu. Jak będzie słońce, to pojedziemy do uroczego miasteczka tuż niedaleko by pooddychać jego jesiennym klimatem. Jak będzie zimno i deszczowo, to się obrażę na cały świat, wskoczę pod koc i już!
Grunt to mieć jakiś plan. Cel majaczący gdzieś tam na horyzoncie. To prostuje ścieżki życia no i jest do czego dążyć…

1 komentarz:

  1. Aguś - na Mazurach grzyby są, w mojej okolicy pierwszy raz od trzech lat nazbierałam, ho, ho, albo jeszcze więcej. Koźlarze i podgrzybki i mnóstwo malutkich opieniek.
    Poczytałam trochę Twego bloga, bo jestem po raz pierwszy u Ciebie, milutko, od serca piszesz, bez patosu, dowcipnie.
    No i zaciekawiło mnie Twoje zacięcie twórcze, b. oryginalne. Tak trzymaj.
    Z przetworami mam tak samo.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń