wtorek, 3 września 2013

O rany, już ranek!

Jak dobrze, że jednak facet nie radzi sobie z prasowaniem koszuli. Rankiem, tuż po siódmej, z jakiegoś zwariowanego snu wyrwał mnie głos:
- Uprasowałabyś mi białą koszulę, przepraszam, ale chyba nie zdążę.
- Mmm…, a która godzina? – mruczę tkwiąc wciąż w jakimś sennym labiryncie swojej kolorowej podświadomości.
- Siódma dziesięć dochodzi.
- COOOOOOOO?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – łomatkobosko, dlaczego nie zadzwoniła moja komóreczka? Nie było już czasu aby dochodzić. Nieźle zaczyna pierwszy dzień w szkole Jędrek – tradycyjnie od spóźnienia. O dziwo wykazał zrozumienie sytuacji, się sprężył i zaskoczył nawet samego siebie, startując rowerem spod domu  wcześniej niż zwykle.
Kiedy zaś zaczęłam realizować swój codzienny, przedwakacyjny plan poranny (ogarnięcie kątków + orbitrek!) odezwał się alarm w mojej komórce. No tak, nastawiony na 7.45 a nie 6.45. Mea culpa, nie bezdusznego ustrojstwa.
Heloł, Agusia! Wakacje się skończyły!
A lato ma wrócić. No ja myślę, na sobotę zaprosiliśmy przyjaciół na wielkie ognisko do nieba. Dobrze byłoby posiedzieć pod gwiazdami, oj dobrze...

2 komentarze:

  1. A ja się cieszę, że mój Mąż w koszulach nie musi chodzić, bo ja to nie przepadam za prasowaniem :)

    Fajnie takie ognisko i kiełbaski ... życzę odpowiedniej pogody

    Zapraszam na konkurs, do wygrania ksiażka "Azyl"

    OdpowiedzUsuń
  2. Prasowanie (także i koszul małżonka) odwalam kupą w niedzielę. Ognisko, och zrobiłoby się, ale jakoś znajomi sie powykruszali...

    OdpowiedzUsuń