piątek, 6 września 2013

Wszystko mija, nawet lato, jesień, zima...

- Tak cudownie się u was siedzi, nie chce mi się stąd ruszać…
- Bosko tu u was, nie chce mi się wracać do domu, chyba chciałabym z wami zamieszkać…
- No raj tu macie, kurcze, raj…
- Jak u was jest dobrze…
Tak dopieszczali nas różni wakacyjni goście, którzy przewijali się przez te dwa miesiące przez nasz dom. I nie zamierzam udawać skromnie, że nie wiem czemu. Bo wiem. Bo u nas jest cicho, a przy sprzyjających okolicznościach bywa odprężająco i błogo nawet. I można usiąść na tarasie, zawiesić wzrok daleko za horyzontem wału, u podnóża którego rosną wierzby i insze krzaczory, a za nimi het, het zachodzi słońce. Bo kiedy już się człowiek tak zapatrzy, to może jeszcze głęboko zaciągnąć się powietrzem, zamknąć przy tym oczy i poczuć płynący z tej zieleni i przestrzeni spokój. Przez chwilę można uwierzyć, że świat jest bezproblemowy, ludzie (tylko) życzliwi i dobrzy, a nas samych czekają same przyjemności, zero obowiązków i powinności.
Któż nie lubi takiej baśniowej ułudy?
Powoli i bezboleśnie, póki co, wracamy do rzeczywistości spod znaku: „praca, szkoła, to trzeba, tamto muszę”.
Michał nie chce do Warszawy zabierać słoikowych zapasów (sic!), więc w słoiczki pakuję nasionka kwiatów. Bo kiedy już nadejdzie jesień i kiedy minie, to wówczas nadejdzie zima, a kiedy minie i zima, WRÓCI wiosna i będę miała dużo, dużo nasion by ukwiecić rabatki.




I tym optymistycznym akcentem rozpoczynam jeden z ostatnich letnich łykendów…

3 komentarze:

  1. Tak fajnie przechowujesz nasionka :)
    A mi się nigdy nie chce ich zbierać .
    Niektóre się same rozsiewają i na wiosnę przesadzam samosiejki.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie potrafię zbierać nasion, nigdy nie wiem czy to już, czy jeszcze poczekać. Potem ide na łatwiznę i kupuję w sklepie z nasionami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie spokojne miejsca :) dlatego troszkę Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń