środa, 9 października 2013

Nie musiałam, chciałam!

Czy warto iść na film Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei.”? Mnie nie rozczarował, był taki jakim go sobie wyobrażałam. Więckiewicz dał wszystko ze swojego warsztatu aktorskiego, intuicji i kunsztu - BYŁ Wałęsą z urokiem z tamtych lat. Choć ze zrozumiałych względów jego postać dominuje, to Agnieszka Grochowska skradła sporo filmu dla swojej postaci, „Danuśki” („Co pani tu ma? A, Nobla przywiozłam”). Iskrzące i autentycznie brzmiące dialogi Głowackiego, autora scenariusza. Wystarczające i nie przesadzone akcenty humorystyczne. Świetnie dobrana muzyka. Czytałam, że pan Wajda niektórych utworów nigdy wcześniej nie słyszał (No raczej! Nikt nie oczekiwałby, aby znał polską scenę alternatywną czy punk rockową lat osiemdziesiątych!). Znać tym bardziej mistrza – umiejętność zaufania innemu twórcy. Żadna inna muzyka w tym filmie nie sprawdziłaby się. Idealne oddanie kolorytu tamtych lat. Poruszająca i pełna emocji jest scena z podkładem piosenki Aya RL „Ulica”.
W filmie jest duża dbałość o szczegóły scenograficzne. Ha! Jako dziewczę z „pokolenia Teleranka, którego nie było” bez problemu rozpoznawałam estetykę mieszkania państwa Wałęsów. Podobna była w mieszkaniu moim i większości moich koleżanek i kolegów z podwórka.
Takie to były czasy. Siermiężne i nieludzkie we wszystkim – i w prawach człowieka, i w kolejce do pustych półek w sklepie. Niektórzy o tym zapomnieli – to właśnie oni szczególnie powinni na film pójść :)
Perełką jest scena przesłuchania Wałęsy przez „dobrych panów” z MO i UB już po zwolnieniu Wałęsy z internowania. Obłędnie napisany i obłędnie zagrany dialog: Więckiewicz, Kosiński, Zamachowski! Są w filmie fajne smaczki – jak na przykład wmontowanie sceny z… „Człowieka z żelaza”! Tym sposobem przez ekran śmignęła Krystyna Janda i Jerzy Radziwiłowicz.
Ten film ma jeszcze jeden mocny akcent: kończy się w takim momencie politycznej kariery Lecha Wałęsy, w którym – moim zdaniem – powinien pozostać…

1 komentarz: