czwartek, 2 stycznia 2014

Mały krok, wielki skok

Zawsze chciałam być gwiazdą choćby Sylwestra i proszę – się mi w tym roku ziściło.
A było tak:
Zaprosili nas znajomi, którzy właśnie zamieszkali w nowym domu. Dumni właściciele oprowadzali nas po swoim wymarzonym gniazdku. Podreptaliśmy też popodziwiać wszystko co udało się im przed zimą zrobić wokół domu – w tym rozpoczętą budowę… stawiku wodnego, ekhem, ekhem! Później jak to w Sylwestra trwała impreza. Nastała północ i wystrzelił szampan, w ruch poszły baloniki, serpentyny. Po czym wyszliśmy wszyscy do ogrodu aby puścić w niebo race, petardy i rozpalić ognisko. 
- Kama zrobię ci fotkę jak rozpalasz ognicho! – wykrzyknęłam i aby mieć lepsze ujęcie gospodyni, zrobiłam krok do tyłu. 
I ten jeden krok w tył przybliżył mnie właśnie do tego aby zostać gwiazdą sylwestrowej nocy. Albowiem gdyż zanurkowałam w błotnistym dnie kopanego stawu. Z aparatem fotograficznym, telefonem i całą sobą po czubek głowy, zestrojoną jak to na Sylwestra, choćby domowego, się człek stroi. Po zażyciu błotnej kąpieli, wylądowałam z kolei za sprawę wszystkich sylwestrowych gości w nowej, pięknej kabinie prysznicowej, w nowym, ogromnym salonie kąpielowym naszych gospodarzy. Cała impreza w związku z tym przeniosła się pod drzwi tegoż salonu, no bo wszyscy, wszyscy koniecznie chcieli wiedzieć czy nic mi się nie stało. Czy żyję. I takie tam. Mężon spode drzwi koordynował akcją i nieustannie zadawał mi strategiczne pytanie:
- Oj, Niuśka, po coś ty tam łaziła w ogóle? (!!!)
Szymon przeszukał swą garderobę (bo mi gabarytowo bliżej do gospodarza niż filigranowej gospodyni) i przez półprzymknięte drzwi wcisnął elegancki zestaw dresowy w kolorze wieczorowym – czyli czarnym. Plus szare, puchate skarpetki do kompletu. Chyba dostał pod choinkę, bo były nowe. Ale najwspanialsza okazała się reakcja Kamili, która wiedziała, że podstawowym zestawem ratunkowym dla kobiety w mojej sytuacji jest… kosmetyczka z pudrem, tuszem, cieniami i etc. Kamciu – byłaś cudowna!
Wytrwałam do umówionej taxi, czyli do 3, i krokiem lekko kuśtykającym pokonałam krótki odcinek chodniczka – od furtki do drzwi domu. Rankiem okazało się, że jestem kaleką. Z opuchniętą stopą prawą, i paskudnie rwącym kolanem lewym. Z pomocą kijów do nordic walking dotarłam do samochodu i pomknęliśmy do szpitala. Tam Mężon miał niesamowity ubaw transportowania mnie wózkiem inwalidzkim pomiędzy gabinetem RTG a izbą przyjęć.
A teraz poruszam się po domu o kulach z prędkością jeden metr na godzinę i wciąż się zastanawiam czy ten jeden krok w tył przybliżył mnie do głupoty czy życiowej mądrości?


ps. Zapomniałam dodać, że to ja wylosowałam ciasteczko szczęścia z grosikiem na nowy rok, więc mniemam, że limit pecha na 2014 już wyczerpałam :)

A na koniec butelka dla Kamy i Szymka oraz j'Aniołek Stróż na ich nowy domek:

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz