czwartek, 9 stycznia 2014

Wpis dedykowany kotletowym podczytywaczom :P

Syn naszych przyjaciół, Maciuś, jako chłopię nie do końca jeszcze wyrosłe z wieku dziecięcego, posiada szeroki asortyment zabawek – dla mnie niezastąpiony magazyn rekwizytów do przedstawień i inscenizacji.  Ponadto jest namiętnym zbieraczem peruk, masek i innych dziwnych gadżetów – np. przyklejanych wąsów. Ostatnio do „Śnieżki” potrzebowałam strzelby dla myśliwego i sumiastych wąsów dla narratora – oczywiście w przepastnych zbiorach Maciusia wszystko się znalazło.
- A wiesz ciocia, ja to pamiętam, jak byłem jeszcze w przedszkolu i ty byłaś u nas z takim jednym teatrzykiem – podekscytowany zaczyna snuć Maciej.
- I co Maciuś, podobało ci się? – ucieszyłam się, że oto w dziecięcej świadomości zapisał się ślad mojej pracy.
- No wesoło było. Wiatrak się zepsuł, pamiętam.
O, rany jaki wiatrak? Grzebię w pamięci w inscenizacjach bajkowych, jakie mam na zawodowym koncie i jak nic do tego wiatraka pasuje mi tylko „Kot w butach”. Ale to przecież nie komedia, więc dlaczego wesoło? I na Boga, dlaczego się zepsuł? Nic takiego nie pamiętam. Co prawda kiedyś w trakcie epickiej sceny ukłucia Śpiącej Królewny przez wrzeciono, rypnęła scenografia na zasypiającą właśnie parę królewską, ale podobnej katastrofy podczas „Kota w butach” nie przypominam sobie. Pytam więc:
- Ale co się działo Maciuś, bo nie pamiętam, przewrócił się czy co?
- No nie kręcił się! – z pretensją w głosie rzekł Maciuś i utkwił we mnie wyczekujący wzrok.
- Ale co się Maciuś nie kręciło?
- Wiatrak się nie kręcił! A co to ciocia za wiatrak co się nie kręci?! Lipa i już.
Eh... a ja taka dumna byłam z tego kartonowego wiatraka wielkości rosłego przedszkolaka. No i proszę jak zaskakująco z pozoru nieistotne (dla mnie) drobiazgi pozostają w pamięci widzów. W każdym razie – w maciusiowej pamięci :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz