czwartek, 13 lutego 2014

Kronika codzienna, czyli nic specjalnego

Wczorajszy dzień był zapłakany deszczem, jak to śpiewała nieśmiertelna Marylka. A deszcz w lutym nie jest niczym fajnym. Dzień nafaszerowany był mało miłymi rzeczami. Pan Szanowny Doktor Laryngolog zerknął dogłębnie w moje gardło i bardzo mu się ono nie spodobało. Dziwne – kiedy ja patrzę w nie w lustrze to zastrzeżeń do jego urody nie mam. Jednakże doktor laryngolog jest zdania odmiennego i wysłał mnie na różniste badania. Minę miał strapioną.
Zamyślona nad słowami doktora, wdepnęłam po kostki w lodowatą kałużę. Dobrze, że w pracy kaloryfer naparza ile elektrownia dała, bo w niecałą godzinę wyschły mi i buty i skarpetki.
Tymczasem ze stolicy, do której wybrał się Mężon w sprawach różnych, napływały niepokojące wieści. A to, że korki (jakby ich w wawie kiedykolwiek nie było), że zaparkować nie ma gdzie, a jeśli już to zaraz mandat. A już wieść, że trzeba szykować „x” tyś. na nieplanowany wydatek, mocno podniosło moje książkowe zwykle ciśnienie.  
Za to wieczór był miły. Szampanem (no dobra, winem musującym, ale z niby lepszej półki) wznieśliśmy toast za pomyślną, trzecią sesję Syna studenta. Bo Syn student właśnie zjechał do domu po dłuższej nieobecności, czynić w domowych pieleszach posesyjną rekonwalescencję.
Miło mieć komplecik w domu :)


ps. Byliśmy na filmie "Jack Strong". Kino zawalone po brzegi, co przyznam mocno mnie zaskoczyło. Frekwencja zdecydowanie wyższa niż na "Wałęsie", a zaznaczam, że na obydwu filmach byliśmy w drugi dzień po wejściu na ekrany. Film polecam, bo jest dobry, ale kto chciałby znaleźć w nim odpowiedź na pytanie czy pułkownik K. był bohaterem czy zdrajcą - to jej nie znajdzie.

1 komentarz:

  1. :-) dziś planowaliśmy Wałęse oglądać, ale że dość późno już było to znów przełożyliśmy oglądanie na innym razem.
    Gardło może potrzebuje urlopu?

    OdpowiedzUsuń