piątek, 28 marca 2014

Włącz egoizm, ojeju...

Wszystkie poradniki kobiety XXI wieku głoszą: od czasu do czasu pomyśl o sobie, nie bój się obudzić w sobie zdrowego egoizmu. Dywagacje na temat tego, jakie są granice wzmiankowanego zdrowego egoizmu i właściwie co się za nim kryje, pominęłam (niezdrową) ignorancją i... po prostu to uczyniłam. Obudziłam, a jakże, a przy okazji i wyrzuty sumienia. No bo jak to: czy ja tak mogę: porzucić dom, pracę, cały rodzinny kramik z Mężonem na czele, kota, psa, ogródek, pralkę, zmywarkę, piekarnik, deskę do krojenia i tę do prasowania, i tak po prostu pomyśleć o sobie? Na caluśkie dwa dni? No nie wiem, nie wiem. Gryząc się okrutnie, naszykowałam wiktuały na okoliczność mej nieobecności, by rodzina z głodu nie padła tudzież nie sponsorowała okolicznych pizzerii. 
Zaś pomiędzy duszoną wołowiną, a naleśnikami powstały hendmejdowe upominki: 



Jaadęęę :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Wyzwanie KOT ART


A tak mnie naszło, aby „mojego” ostatniego nabutelkowego koteczka zgłosić do Wyzwania Kot Art ogłoszonego na blogu: Addicted to crafts

 

 A moje "kiciowe" wyzwanie stanowi element dekoracyjny butelki (z winem domowym) i wygląda tak:



Przy okazji inne koteczki, które wprost spod mojej igły wskoczyły na butelkowe kubraczki:




niedziela, 16 marca 2014

Pochorobowo

Tak się memu organizmu ostatnio porobiło, że się wziął zrobił mało odporny na stres. A stało się to z chwilą gdy postanowiłam się (niby) nie przejmować. Niech tam po mnie spłynie, mam to gdzieś, nie mam na to wpływu, jakoś to będzie, trudno, alleluja i do przodu. Ale okazuje się, że nie ma tak łatwo. Zero reakcji, wdech, wydech, zamykam oczy, wizualizuję taką złotą, pustą plażę nad lazurowym morzem, dwie palemki, pomiędzy nimi hamak, w hamaku ja. I nagle łup! silny ból w okolicach serca zgina mnie w pół i podsuwa koszmarne wizje końca. Lekarz z uśmiechem na twarzy mówi:
- Proszę pani, serce to ma pani tu, a tu, to panią nerwoból zaatakował.
No masz! Trzymało mnie prawie półtora tygodnia. 
Następna (taka) sytuacja:
Skończyła się była stresogenna kilkutygodniowa sprawa i łup – dosłownie w jednej chwili czuję jak w oczy, gardło, uszy, nos wciska mi się wielki, kolczasty OBCY, który wyłącza mnie z życia na trzy dni. Takie tam przeziębienie, a wtłoczyło mnie do łóżka, nie puściło do pracy. Kiedyś mi się to nie zdarzało. Zakichana, zakatarzona prułam do roboty, bo trzeba, bo mus, bo się firma beze mnie zawali. Eh.
Krótko mówiąc, znowu „zaserwowałam” sobie przerwę w pracy. I niestety nie strwoniłam jej na czytanie, czy nawet mało absorbujące oglądanie filmów. Ja po prostu ten czas prawie przespałam…
Na parapecie, zakwitły hiacynty w słodkich metalowych wiadereczkach z biedry, i nawet nie poczułam ich zapachu. Żółte krokusy rozsiadły się na nagiej rabatce widocznej z okna kuchennego. Ptaszki przestały przylatywać do karmnika, a bardziej zainteresowały się budkami lęgowymi na olchach. Słońce rozpoczęło wędrówkę z lewego krańca salonu i już jest w połowie drogi do prawego – wczesnym przedpołudniem zalewa blaskiem cały salon i bezlitośnie rozświetla najdrobniejszy kurz na podłodze. 
Idzie wiosna. Choć na razie jakaś taka rozzłoszczona. Ale jej przejdzie. I będzie piękna.


A na stres dobra jest praca, choćby (para)artystyczna:






sobota, 8 marca 2014

Dziękuję...

Dwa lata temu, po odejściu, mojej ukochanej Poetki, absolutnie doskonałej Wisławy Szymborskiej, napisałam scenariusz  "Szymborska z przymrużonym okiem". Limeryki, lepieje, moskaliki ubrałam w dynamiczne, czasami komiczne, scenki. Plus prezentacja z wyklejankami pani Wisławy, „ożywione” animacją, do piosenki „Nic dwa razy się nie zdarza”. Tak się złożyło, że dopiero teraz udało mi się ów scenariusz zrealizować. Oczywiście największe brawa zebrali „moi aktorzy”, ale przy okazji i ja pogrzałam się w cieple ich blasku ;)
- Sorko, ogromne gratulacje od starej ekipy artystów, super program! – najpiękniejszy komplement jaki usłyszałam w swojej zawodowej robocie, od chłopaków, z którymi pracowałam wcześniej, a którzy teraz siedzieli na widowni!

Pani Wisławo, bardzo, bardzo Pani dziękuję – czułam, że była Pani z nami i też się uśmiechała!


Źródło fotografii: Fundacja Wisławy Szymborskiej

A z okazji Dnia Kobiet, Portret kobiecy, oczywiście naszkicowany piórem Szymborskiej:

Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

wtorek, 4 marca 2014

Poszukiwane, poszukiwane

Rano przeżyłam chwilę baristycznej trwogi.
Nie ma, no nie ma! Ojejujeju! Jak to nie ma? No, w lodówce nie ma! Na półce, gdzie powinno stać, nie ma. Na wszelki wypadek zaglądam do szufladki na warzywa – też nie ma. W pomieszczeniu gospo, gdzie jest składzik rzeczy spożywczych, też nie ma. 
Co to za dom – mleka nie ma! 
Jak ja mam wypić kawę? 
Nie pamiętam już, czy ja w ogóle lubię kawę bez mleka? Co prawda mędrcy od dietetyki nie mogą dojść do porozumienia – zdrowa czy nie zdrowa jest ta kawa z mlekiem, ale to ich problem. Ja wybieram opcję z mlekiem. Najlepiej spienionym. Mmm… 
Spoglądam na kota zwiniętego na łóżku w sypialni, potencjalnego mlekożłopa, ale jego mina mówi: ja nie mam z tym nic wspólnego, mnie mleka człowieki nie dają, niestety.
Robię kolejną rewizję lodówki. No przecież musi gdzieś być! Musi! 
I jest!
Oczywiście przestawione tam, gdzie zwykle stoi ketchup, i oczywiście to nie ja uczyniłam, tylko drugi fan kawy z mlekiem, mieszkający ze mną pod wspólnym dachem.
Czas uzupełnić gospo-spiżarenkę.

Przy okazji przeszukiwania lodówki, natknęłam się na trunek, którym wieczorem można na przykład wznieść toast. Za, na przykład, wschodnich sąsiadów… Jeszcze 3 dni temu stało na sklepowej półce w kraju, gdzie zostało wyprodukowane. Otrzymałam w prezencie od znajomej, młodej, Polsko - Ukraińskiej pary. Trzymam za Was kciuki!