wtorek, 4 marca 2014

Poszukiwane, poszukiwane

Rano przeżyłam chwilę baristycznej trwogi.
Nie ma, no nie ma! Ojejujeju! Jak to nie ma? No, w lodówce nie ma! Na półce, gdzie powinno stać, nie ma. Na wszelki wypadek zaglądam do szufladki na warzywa – też nie ma. W pomieszczeniu gospo, gdzie jest składzik rzeczy spożywczych, też nie ma. 
Co to za dom – mleka nie ma! 
Jak ja mam wypić kawę? 
Nie pamiętam już, czy ja w ogóle lubię kawę bez mleka? Co prawda mędrcy od dietetyki nie mogą dojść do porozumienia – zdrowa czy nie zdrowa jest ta kawa z mlekiem, ale to ich problem. Ja wybieram opcję z mlekiem. Najlepiej spienionym. Mmm… 
Spoglądam na kota zwiniętego na łóżku w sypialni, potencjalnego mlekożłopa, ale jego mina mówi: ja nie mam z tym nic wspólnego, mnie mleka człowieki nie dają, niestety.
Robię kolejną rewizję lodówki. No przecież musi gdzieś być! Musi! 
I jest!
Oczywiście przestawione tam, gdzie zwykle stoi ketchup, i oczywiście to nie ja uczyniłam, tylko drugi fan kawy z mlekiem, mieszkający ze mną pod wspólnym dachem.
Czas uzupełnić gospo-spiżarenkę.

Przy okazji przeszukiwania lodówki, natknęłam się na trunek, którym wieczorem można na przykład wznieść toast. Za, na przykład, wschodnich sąsiadów… Jeszcze 3 dni temu stało na sklepowej półce w kraju, gdzie zostało wyprodukowane. Otrzymałam w prezencie od znajomej, młodej, Polsko - Ukraińskiej pary. Trzymam za Was kciuki!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz