środa, 16 kwietnia 2014

Przed...

Mokrą ścieżką, środkiem łąki, drepcze pan bocian. Daleko musi dreptać za żabami, bo nie ma w tym roku rozlewiska pod olchami. Za sucha zima była. Ale pan (albo pani) bocian, drepcze dostojnie, mając w głębokim poważaniu kraczące wrony, szczekającego Fafika, fotografujących lub biegających ludzi i rowerzystów zresztą też. Zaś wiosna taka w stylu „chciałabym, ale może niekoniecznie”. Niby jest, ale gdzieś tam schowana. Może w krzakach biało kwitnących mirabelek, może w zieleniejących bzach, a może w źdźbłach zbyt wybujałej jak na kwiecień trawy? Wieczorem upajam się zapachem czystego domu. Zachodzące słońce odbija się w drzwiach sypialni. Robię świąteczne menu i listę zakupów. Bo chcę aby było spokojnie i bez pośpiechu. Jajka od, jak to się teraz mówi, „szczęśliwych” kur, czekają na pisankowe kubraczki. Będzie zupełnie tradycyjnie, normalnie, bo baaardzo nie chce mi się nic wymyślać. A nade wszystko cenię spokój (święty zresztą). I niekoniecznie w świątecznym menu, ale nade wszystko przy świątecznym stole. Na wszelki wypadek odwiedziłam dziś pobliską bibliotekę, by zapełnić opustoszałą półkę pod hasłem: „teraz czytam”.

1 komentarz: