poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wieczorem

Strasznie dużo ostatnio piszę, ale „służbowo”. I dlatego już na pisanie dla przyjemności nie mam sił. A końca pisania nie widać, ajajaj. Poza tym jestem zła na siebie, że dałam się zwieść wiośnie i w przypływie bezmyślności wystawiłam trzy młode pelargonie na taras. No i dwie padły. Jedna całkiem, druga w połowie liźnięta mroźnym porankiem. To jednak jeszcze nie czas, jeszcze nie. 
Asia zadzwoniła, bo dawno nie gadałyśmy. Co słychać u ciebie, co słychać u mnie, gadu, gadu.
- A wieeesz - przeciągając mówi Asia, tonem, w którym czai się jakiś rewelacyjny njus -  ja to się obudziłam dziś rano, spojrzałam w sufit i pomyślałam: o mój boooszee ileż to jeszcze godzin do wieczora.
- A co ma być wieczorem? - pytam zaintrygowana co też nowego w życiu Asicy pojawić się ma dziś wieczorem, w poniedziałek.
- No wieczorem będzie wieczór. I będzie można iść spać.
Ale wieczór Asia spędziła u nas... Siedzieliśmy razem na tarasie w blasku świec, w snującym się zapachu kwitnących, dzikich mirabelek. Gwizdały kosy i klekotały bociany w gnieździe nieopodal. Do naszej Kiciorki skradał się rudy amant. Sączyliśmy wytrawne wino i po prostu rozmawialiśmy. 
Czasami stres trzeba odespać, a czasami… przegadać. Piękny wieczór.
Tak, zdecydowanie informacja, że przyszła wiosna jest przereklamowana.

1 komentarz:

  1. Oj tak noce jeszcze bardzo zimne są. Szkoda kwiatów, ale cóż nie wszystko człowiek może przewidzieć :-)

    OdpowiedzUsuń