piątek, 23 maja 2014

Witaj w klubie "A"

Nadeszło majowe lato. Pora na wyprowadzkę kwiatów doniczkowych z domu na taras północny. Tam spędzą cały letni czas. Słońce z samego rana i późnym wieczorem – służy im zwykle ta tarasowa kanikuła. Tylko kaktusy zajęły miejscóweczkę na tarasie południowym – im słońce w to graj, to niech mają! W domu zaś, szczególnie w salonie zrobiło się przestronniej. No bo jednak te wszystkie beniaminki, jukki, hoje, sansewierie, kliwie i inne takie tam, zajmują sporo miejsca.
Wczoraj Jędrek miał wizytę u alergologa. Od jakiegoś czasu podejrzewaliśmy, że dopadła go alergia wziewna, bo kichanie, katar i kaszel właściwie go nie odstępowały. Testy skórne okazały się bezlitosne. Łatwiej wymienić na co Jędrek uczulenia nie ma (np. na sierść psa, hura!) niż ma. Najsilniejszymi alergenami są dla niego: brzoza, roztocza i… sierść kota – taadaaam!
- Witaj w klubie - rzekł wesoło do Jędrka alergolog i od razu podpowiedział jak rozwiązać problem z jednym z jędrkowych alergenów, kotem:
 - Przerobić na pasztet.
Jędrek jak wiadomo kota nie znosi, więc koncepcja lekarza jak najbardziej mu pasuje. Domaga się likwidacji sierściucha z domu. No nie wiem, nie wiem. Przecież wszystkich brzóz w promieniu 30 km nie wytnę – a już szczególnie tej jednej jedynej, pod którą znajduje się fafikowa rezydencja. Nie wytłukę też wszystkich roztoczy – a jeśli, to pewnie bym się zapisała złotymi głoskami w  światowej alergologii i zoologii razem wziętych. Więc co szkodzi jeden mały, malusi koteczek?
Bogu ducha winien kiciuch zdobył nowe imię – „Alergia”. A Jędrek dołączył do zaszczytnego grona alergików w linii męskiej rodziny.
Cóż, w najbliższych latach Jędrek zacieśni swój los z pobliską przychodnią alergologiczną, może tym samym los kota nie jest przesądzony?

1 komentarz:

  1. Nie wiem ile w tym prawdy, ale słyszałam, że dziecko miało na psa alergię, a psy w domu były. Po jakimś czasie obcowania ze zwierzakami alergia minęła. Więc może i kotu dajcie szansę :)

    OdpowiedzUsuń