wtorek, 1 lipca 2014

Początek wakacji

Deszcz wraz ze słońcem po raz kolejny rozwiesiły nad naszym domem barwną tęczę. Tymczasem ja wieszam pranie na sznurku pod dachem tarasu. Pada. Wakacje z rozmachem zapukały do drzwi, a ja gościnnie zaprosiłam je do domu. Czuję ich magię. Mam je w dłoniach. Pierwszy dzień przeleżałam na leżaczku na tarasie i sama sobie zazdrościłam, że tak mi fajnie. Później pobiegłam do firmy, bo wolę aby nad głową wisiał mi kokos na palmie, niż sprawy zawodowe, które przed wyjazdem wakacyjnym po prostu trzeba zakończyć.
Tegoroczne lato sponsoruje nam odległy, południowy kraniec Europy – śmigamy do Czarnogóry, daleko, w głąb, aż pod albańską granicę. I cieszę się, i niepokoję jednocześnie, ot takie tam klasyczne reisefieber. Na lodówce przyczepione 3 kartki: lista zakupów, lista tego, co trzeba zrobić/załatwić w kolejne dni przed startem. I tylko malw kwitnących mi żal i złocieni wybujałych, i pachnącej maciejki, i groszku, poziomek… Ale przecież one tu na mnie zaczekają, a ja tymczasem muszę te palmy, oliwne gaje, ciepłe morze…
- Mamo palmy nie widziałaś? No a w Warszawie przecież na rondzie stoi! – sprowadza mnie na ziemię syn warszawski. Ja tam wolę jednakże palmy naturalne. Będzie pięknie?
Będzie!

2 komentarze:

  1. Cudnie będzie!!!!
    Udanych wakacji :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Uwielbiam te przygotowania, te emocje przed podróżą.

    OdpowiedzUsuń