poniedziałek, 28 lipca 2014

Upal_nie

I cóż, że upał? W końcu jest lato, wakacje. Niestrudzone cytrynki pląsają od kwiatka do kwiatka. A te omdlewają za dnia, by wieczorem roztańczyć się radośnie w zbawiennym prysznicu wody ze zraszacza. Byliśmy pierwszy raz w tym roku nad „naszym” dzikim mini jeziorkiem. Coraz trudniejszy dojazd przez las, łąki i miedzę uprawnych pól powoduje, że mniej ludzi dociera tu samochodami. Rowerami i piechotką chyba im się nie chce i efekt jest taki, że jeziorko dzikie coraz bardziej. Ile to już lat przyjeżdżamy w to miejsce? Więcej niż ma nasz Michał… Lubimy tu być. Tyle wspomnień...
Przez ostatni rok zejście nieznacznie zarosło wodnymi roślinkami, ale nie jest zbyt uciążliwe. Jeśli mi to nie przeszkadza, a nie znoszę dotyku wodnych roślin na skórze, to naprawdę nie jest źle. Woda orzeźwiająca. Wspaniała. Wieczorem zabieramy Fafa nad rzekę – jemu też należy się dająca wytchnienie kąpiel. 

O wschodzie słońca bociany z gniazda po sąsiedzku, przesiadują na „naszym” słupie elektrycznym. Przekomicznie wyglądają. Faf wpatruje się w nie jak sroka w gnat i szczeka zawzięcie gdy tylko boćki zmieniają nogę. Passiflora co chwilę uśmiecha się do mnie nowym kwiatem. W środę zapowiedział się Wojtuś z rodzicami. Na obiad zamówił „zupę_romana”. I dopytywał o poziomki. Na wszelki wypadek zamroziłam kilka garstek specjalnie dla niego. W kręgu na ognisko wyrósł nam krzaczek pomidora koralikowego i tym samym ognisk to u nas nie będzie. Przynajmniej do póki krzaczek nie wyda pomidorków. Na razie kwitnie. Niezbyt obficie, ale jednak.

Pięknie jest. Choć warzywnik zarósł tak chwastem, że Marko straszy, że zaorze. Niech no tylko upał odpuści…






6 komentarzy:

  1. Kwiaty w kaczce szpitalnej... błyskotliwy i odważny pomysł...
    Tereny piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. No to mnie makroman uświadomił. No i co, że w kaczce - bukiet cudny.
    Uwielbiam Cię czytać, choć tak rzadko do Ciebie wpadam.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, każda Twoja wizyta u mnie, jest dla mnie zaszczytem i radością - uściski ślę :)

      Usuń
  3. Kaczka sanitarna ma swoją historię - remontowaliśmy kiedyż mieszkanko warszawskie w spadku po zamożnej Ciotce (co w tym roku skończyłaby 100 lat, lecz dożyła tylko 97) i Wuju (co był od niej starszy znacznie i walczył w Pierwszej u Piłsudskiego, onegdaj) co to w latach siedemdziesiątych ustrzelili szóstkę w totka. Kasiorkę, jak głosi wieść rodzinna, przehulali, nie ostało się nic, jeno to mieszkanko w stolicy w spadku - zawsze coś :) Ale kiedy tak remontowaliśmy, zaświeciła sie nam iskierka nadziei i Marko mówi - a może jednak gdzieś wujek Edik te wygrane miliony schował??? I wówczas w czeluściach łazienki, pod wanną znaleźliśmy... "kaczuszkę" :) Nie potrafimy się z nią rozstać - zawsze latam wstawiam do niej kwiaty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż za historia, miałam nadzieję, że w kaczce choć milionik się znalazł.

    Siedzę, bo mi się drugi dzień fasolka szparagowa pasteryzuje. Zimą jest genialna. Wczoraj synowe upchały ją do słoików, w sumie 25 szt. Jak widzisz u mnie produkcja niemal przemysłowa.
    Spokojnego snu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jolu szybciutko proszę o przepis na pasteryzowaną fasolkę :) Zwykle mroziłam, ale nigdy to nie było "TO" - więc czekam, czy masz gdzieś na swoim blogu może?

    OdpowiedzUsuń