sobota, 19 lipca 2014

Wróciliśmy!

No i już. 
Póki co ogarniam temat z praniem i wybujałym ogródkiem. Układam wszystko wokół domu, organizuję życie „pourlopowe”. A to trudne jest kiedy w uszach wciąż szumi Morze Adriatyckie, a pod powiekami drzemią, fantastyczne i zapierające dech, widoki wspaniałego uścisku gór i morza, bo właśnie tym jest Czarnogóra. Ten kraj posiada według mnie tylko jedną wadę – leży zbyt daleko od Polski. Ma to znaczenie szczególnie wówczas, kiedy podróżuje się samochodem. 
Minione dni długo jeszcze będą żyły we mnie cudownymi wspomnieniami. Będą motorem, czasami punktem odniesienia, pozostaną we mnie na zawsze. Także w postaci nietuzinkowych pamiątek. W Czarnogórze bowiem trudno o ciekawe i oryginalne pamiątki związane typowo z tym regionem. Tutejszym spécialité de la maison są domowe alkohole – rakija i wino – oraz moja ukochana oliwa z oliwek i ręcznie robione mydło oliwkowe. Wszystko kupowaliśmy w przydomowych straganach, tuż obok winnic, sadów, oliwnych gajów. Czarnogórska domowa oliwa z oliwek to rozkosz dla podniebienia, czuć w niej śródziemnomorskie słońce, dla mnie jest doskonała! Fundusze przeznaczone na pamiątki nie zostały wyczerpane, więc nieprzewidzianymi suwenirami z tej podróży są: nowa podkaszarka do trawy dla Mężona i srebrna bransoleta dla mnie, z gatunku „biżuteria moich marzeń i snów” ;)

Do naszych wakacji w Czarnogórze będę wracała w kolejnych wpisach, by wspomnienia nie uleciały. Tymczasem, zostawiam tylko kilka fotek i gnam do szarej rzeczywistości, która też jest przecież piękna – bo moja. I taką ją lubię mimo jej pozornej powszedniości – wiadro jabłek na szarlotkę, ogórki na małosolne, bo teraz chce nam się takich typowo polskich smaków, mimo wszystko. A jeszcze reportaż fotograficzny ze ślubu syna koleżanki, dodatkowa praca wakacyjna, bo wiadomo, że to też lubię. Spotkania z przyjaciółmi, dalsze wakacyjne dni… Juhu!

W podróży...

Kanion rzeki Piva... 

Zakupy owocowe i nie tylko ;)


Rakija jako starter?

Kotor i Herceg Novi...

Bajeczne Jezioro Szkoderskie...

Ulcinj...


Gaj oliwny w drodze na Valdanos...

Plaża w Zatoce Valdanos...

Adriatyk...



Słonecznikowe pole na Węgrzech...

4 komentarze:

  1. Dzięki Tobie i ja trochę byłam nad Adriatykiem i spacerowałam malowniczymi nastrojowymi uliczkami. Ominął mnie smak rakiji :)
    Niezwykłe chwile zatrzymałaś na fotografiach i w pamięci.
    Lubię podróże, bardzo, ale równie bardzo lubię powroty do domu.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Adriatyk, zazdroszczę tego ciepłego lazurowego balsamu. Ja znam Chorwację, od strony lądu wielokrotnie i morza - dwukrotny rejs. Pejzaże mam pod powiekami do dziś. Czarnogóra jest piękna ...
    chciałabym ...
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na relacje. Ciekawa jestem Twoich spostrzeżeń. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorotko, piszę, piszę :) I nostalgia mnie taka za serce chwyta, że ach...
    E-ka - dziękuję za odwiedziny na moim blogu :)
    DD zresztą też :)

    OdpowiedzUsuń