niedziela, 17 sierpnia 2014

Ej wesele, wesele!

Tego lata mieliśmy okazję uczestniczyć w dwóch wspaniałych, niezwykłych ślubach i przyjęciach weselnych. W lipcu, syn mojej przyjaciółki pojął za żonę prześliczną dziewczynę, rodowitą Ukrainkę, wyznania prawosławnego. Zderzenie dwóch kultur było emocjonującym i po prostu bardzo ciekawym przeżyciem. Zauroczyły mnie szczególnie tradycyjne wschodnie korowaje weselne – rodzaj ciasta drożdżowego, niesamowicie kunsztownie zdobionego. Korowaje mają przynieść pomyślność Młodym, goście weselni częstowani są nimi w kulminacyjnym momencie przyjęcia. Wcześniej jednak drużbowie wędrowali z tymi ogromami wypiekami wokół domu Panny Młodej, samochodu, który ją wiózł do kościoła, a wreszcie witali nimi gości u progu domu weselnego. Załączone na fotkach korowaje rodzina Panny Młodej przywiozła z Ukrainy! Było na co patrzeć!


Rywalizacja ukraińskich gości pomiędzy polskimi też była przednia. Państwo młodzi nic tylko się całowali – no bo kiedy tylko wybrzmiało polskie „Gorzka wódka…”, ukraińska młodzież (szczególnie męska) ryczała donośnie „Гіркая, гіркая, гіркая вода…”.

Drugi ślub skradł moje serce swoją prostotą, naturalnością, swojskością, klimatem jak z wiejskiej bajki… Panna młoda w zwiewnej sukience, ze złoto-miedzianymi włosami, wysuszonymi przez poranny wiatr, podpiętymi skromnie zwykłymi spinkami… Tak bardzo radosna, podekscytowana, że mimowolnie rozsiewała wokół piękne emocje. Nam, gościom uczestniczącym w tej przeszczęśliwej chwili dwojga ludzi (czuło się to, czuło jak nie wiem co!), pozostawało tylko brać i tulić te emocje do siebie, zagarniać do kieszeni, by i nam służyły! Ślub w nietypowej scenerii, w niewielkim pałacyku, w parku, w cieniu wysokich drzew.
A już wyjątkowy był dzień drugi – poprawiny zorganizowane w bardziej nieformalnej atmosferze, w nieprawdopodobnie klimatycznym gospodarstwie agroturystycznym, którego wystrój i aranżacja zachwycała każdego! Urocze zakątki stworzone do rozmów i zwierzeń, czy też rozmyślania w samotności, rozkoszowania się bliskością natury, fenomenalne, wiejskie jedzenie pełne warzyw pod różną postacią (panna młoda to wegetarianka), podane w ogromnych drewnianych misach. Stodoła ze szklanymi wrotami przerobiona na salę biesiadną i taneczną. Tajemniczy labirynt z żywotników, który upodobały sobie dzieci. Maleńki staw, drewniane łóżko w ogrodzie, pełniące rolę kwietnika. Zachwycające zakątki rozświetlone blaskiem świec, świeczuszek i lampionów, niebo zsypane gwiazdami, a wcześniej ciepły deszcz, który rozpiął nad weselnikami kolorową tęczę… Wszystko to sprawiło, że zabawa miała w sobie pierwiastki baśniowe. Było przepięknie.
Państwo Młodzi wykazali się też ciekawym pomysłem: podczas wesela zorganizowali i poprowadzili Rodzinny Talent Show, a dla zwycięzcy przekazali... wylosowaną przez triumfatora konkursu "kopertę" otrzymaną uprzednio przez Młodych w prezencie!
Fajnie było porozmawiać z energetyczną, pomimo swej pozornej zwiewności, Panną Młodą, córką mojej przyjaciółki. Posłuchać o jej życiowych planach, obejrzeć efekty jej pasji – tańca, gratulować sukcesów kolarskich (już) męża… Dziękuję Asiu za całą moc pozytywnej energii jaką podzieliłaś się z każdym, obecnym na Waszym ślubie. Bądźcie szczęśliwi, nierozłączni!

A na fotkach buteleczka ozdobiona przeze mnie dla Państwa Młodych, którzy właśnie rozpoczynają tworzyć swój DOM...

...i kilka klimatów z miejsca, gdzie odbywała się impreza poweselna…



 







1 komentarz:

  1. Cudnie! Torty imponujące. Ach. jak ja lubię wesela!

    OdpowiedzUsuń