czwartek, 21 sierpnia 2014

Historia jednego piekarnika

Generalnie do sprzętu AGD to ja szczęścia nie mam – vide: kilka sfajczonych żelazek, jedna sokowirówka, jeden toster, 3. opiekacze do pieczywa, jeden blender, jedna pralka, kilka suszarek do włosów. A teraz padło na piekarnik.
Nowy był, raptem niewiele ponad 4. lata użytkowania, intensywnego, no ale bez przesady. Przyszedł był Pan Elektryk Miejscowy co się zna, popatrzył, popukał, podłączał, odłączał i tak dalej. Orzekł, że może padło to, a może tamto. Jak kupimy części, zadzwonić, zamontuje. Zainkasował niewiele, nie powiem i poszedł. A ja zostałam z umarłym piekarnikiem.
Postanowiłam jednakże skontaktować się z serwisem firmy, która mój piekarnik była wyprodukowała, bo może Elektryk Miejscowy się nie zna?
Dowiaduję się, że: Pan Elektryk Autoryzowany Serwisant może przyjechać i owszem, za dwa tygodnie bo urlopowy sezon, "no przecież pani rozumie?". Za przyjazd Pan Elektryk Autoryzowany Serwisant bierze 1.60 za kilometr, a ma do mnie aż 70 km, więc ŁAAAŁ! Za to, że Pan Szanowny Serwisant zdiagnozuje mój sprzęt zabulę od 51 do 99 zł – „w zależności od stopnia ingerencji w sprzęt, rozumie pani?”. Acha, jak znam życie, będzie ingerował za 99. Ale to nie koniec, tylko początek, bo: po zdiagnozowaniu na co choruje mój piekarnik, Szanowny Pan Serwisant Autoryzowany będzie musiał z rzeczoną częścią przyjechać po raz drugi (70 km razy 1.60 za 1 km) i zamontować (kolejne od 51 do 99, "w zależności od stopnia ingerencji, rozumie pani?"). Plus koszt części.
Zrezygnowałam i zaczęłam organizować sobie życie bez piekarnika i zastanawiać co dalej.
Minęło dni kilkanaście, gdy przypomniałam sobie, że przecież mam fikuśne ubezpieczenie na wypadek domowego BOOM! Więc dzwonię i dowiaduję się od Sympatycznej Pani z Infolinii, że tak, oczywiście, owszę – ubezpieczenie gwarantuje mi to, że: Pan Jaśnie Szanowny Serwisant Autoryzowany przyjedzie ZA DARMO, zdiagnozuje mi piekarnik ZA DARMO, bez "zależności od stopnia ingerencji w sprzęt", cokolwiek to znaczy. Ja płacę li tylko jedynie za części co padły i to rozumiem. Huuura! Kocham moje ubezpieczenie!
Przyjeżdża więc Jaśnie Szanowny Serwisant Autoryzowany – ZA DARMO – diagnozuje piekarnik – ZA DARMO – i orzeka:
- Padły grzałki. Jutro zadzwonię jaki koszt.
Dzwoni jutro. Grzałka dolna tyle, grzałka górna tyle – łącznie 2/3 obecnej wartości mojego, całkiem porządnego, piekarnika.
Koniec będzie krótszy niż cała opowieść:
Dziś w mojej kuchni zamieszkał NOWY piekarnik. Kosztował dokładnie 300 zł więcej niż nowe grzałki do (nie tak całkiem) starego piekarnika. A przecież gdybym płaciła za dojazd Pana Serwisanta i jego pracę, to wyszłoby więcej niż nowy sprzęt.
Co za idiotyzm!

4 komentarze:

  1. Nie opłaca się nic remontować , chyba że samemu :))
    A jak nowy piekarnik , się sprawuje ? wypróbowany?

    OdpowiedzUsuń
  2. O to właśnie chodzi, aby nie opłacało się naprawiać, aby kupować nowe i nowe, i nowe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny ale zza to mam NOWY sprzęcior i ni muszę go szorować :)

    OdpowiedzUsuń