niedziela, 12 października 2014

I tydzień przeleciał

Z przyjemnością zatracam się w październiku. Słonecznym. Aromatycznym. Przed południem zwykle wypijam kawę na tarasie. Przymykam oczy i wsłuchuję się w szelest żółciejących liści olch, odgłosy jadącego za rzeką i lasem pociągu. Kolorowymi klamerkami przypinam do sznurka pachnące pranie. Ciepły wiatr zaprasza je błyskawicznie do tańca. Może zdąży wyschnąć przed wieczornym chłodem? Dzwonię do mamy, porozmawiać o niczym ważnym, ot tak, aby porozmawiać. 
Biegnę od jednego poranka do następnego, potykając się o kolejne drobnostki codzienności. Ale jaka to radość, jaka radość, tak móc iść, biec, jechać, zatrzymać się, oddychać. Żyć...  
Wieczorem zasypiam mocno, zwykle po lekturze kolejnych obyczajowo - plotkarsko - historycznych książek Sławomira Kopra. Aktualnie na nocnym stoliku leżakują „Afery i skandale Drugiej Rzeczpospolitej”. Super, super czyta się Kopra. 
A nocą…, a nocą wpatruję się w wyrazisty księżyc, dostrajam lornetkę do swojej krótkowzroczności i błądzę po chropowatym skraju prawej części srebrnej tarczy.
W weekend czas na leniwe celebrowanie wolnego czasu. Piątkowy wieczór zdominował Tomasz Kot w naprawdę zapierającej dech kreacji w „Bogach”. Świetny film! Pełen… życia, pasji, humoru, siły. Budująca fajny nastrój ścieżka dźwiękowa! Film bardzo daleki od ckliwości, choć oczywiście zawiera sceny głęboko poruszające. Na pewno długo będą żyły teksty z tego filmu: "Polak Polakowi to nawet porażki zazdrości", "Z samymi łóżkami to my możemy co najwyżej burdel otworzyć". I chyba najwięcej mówiący o Relidze: "Serce nie sługa. - Zobaczymy!"
Po kinie, jak zwykle spotkanie z przyjaciółmi przy wytrawnym białym winie, muzyce i tak do nocy gwieździstej. 
Sobota nosiła imię sukcesu. Dużego - w postaci piłkarskiego święta i historycznego zwycięstwa polskiej drużyny nad Niemcami. I takiego w skali mikro – mojego osobistego, a wszystko za sprawą wizyty u pani dietetyk, ale o tym jeszcze pewnie napiszę :)
I niech jeszcze premiera gombrowiczowskiej scenki „ku czci” się odbędzie i odetchnę z ulgą. Ale to dopiero we wtorek. A jutro dopinanie wszystkiego i próba generalna, czyli jak zwykle galimatias.  Jak ja to  „k o c h a m”.  Wrr . . .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz