piątek, 24 października 2014

No i się skończyło


Hm, no i się skończyło. Że piękna, że złota, kolorowa, odziana w zwiewne babie lato. Którejś nocy obudziło mnie miarowe chrobotanie w narożnej rynnie. Oho, pomyślałam przekręcając się na drugi bok, jesień zmienia oblicze. Ranki mgliste, deszczowe.  A jeszcze niedawno było tyle słońca… Oślepiało kiedy wypijałam poranną kawę na ławce bujawce w towarzystwie Fafa i studiowałam swoje segregatory i książki z przepisami kulinarnymi. Poszukiwałam inspiracji na dynię. Moje co prawda nie obrodziły, ale sąsiadce i owszem.  A ileż można jeść zupę dyniową, albo smażyć dżem dyniowo-pomarańczowy? Padło na ostry sos - chutney dyniowy z pomidorami, papryką pieczoną, rodzynkami, imbirem, chili, curry, czosnkiem… oj dobre to, dobre.


A teraz słońce pozostawiło po sobie tylko wspomnienie... Zima przysłała pozdrowienia w postaci nocnego przymrozku. Już gdzieś się czai za rzeką, za lasem. Wieczorem zdążyłam zabrać z tarasu do salonu pelargonie i passiflorę. Rankiem zaś, kiedy wreszcie  obudziłam się po drugiej kawie, spojrzałam przez okno na rabatki, pozostało mi westchnąć nad losem dali, wilców, nasturcji i innych pomniejszych i delikatnych, letnich kwiatów.
Idzie listopad, a raczej biegnie!

5 komentarzy:

  1. ten zbliżający się listopad straszny trochę, ale damy radę :)
    A jeszcze jak się ma pomysł na dynię, wspomnienia barw, nitek babiego lata i słońca tańczącego w pięknie, to nie będzie trudno przetrwać szarug.
    czemuż nie wpadłam na pomysł, by zupę z dyni ugotować, a tylko ozdabiam nimi parapet w kuchni?
    Serdeczności zasyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. E-ko jeszcze zdążysz z tą zupą 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się w końcu przekonać do dynii,już w tym roku nawet posiałam,ale w mokrym miejscu i zmarniały.Może w przyszłym sezonie będzie lepiej.Do cukinii też nie byłam kiedyś przekonana -teraz nie wyobrażam sobie lata bez niej.Listopad jest mroczny,szary,bury....ja też nie przepadam za nim,ale lubię wczesnym wieczorem zasiąść z książką,albo jakąś robótką na drutach czy szydełku i odpłynąć w swój własny świat,nie martwiąc się ,że coś czeka do zrobienia w obejściu.Słuchać trzaskania ognia w kominie i przekomarzania się dzieci.W listopadzie nie muszę już nigdzie się śpieszyć.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. No i u mnie zmroziło, żal wielki, ale cóż, samo życie. Wszystko jeszcze tak letnio kwitło.
    Na Mazurach b. słonecznie, ale mroźno.
    Dyń u mnie dostatek, ale jeszcze mogę deczko poczekać z przetwarzaniem, teraz papryki kolej.
    Lubię jesień, ale to już ZIMA raczej, brr.
    Cieplutkie uściski

    OdpowiedzUsuń