wtorek, 11 listopada 2014

Czas strzepnąć kurz

Czasami, wczesnym wieczorem, zachodzę do Ani, siadamy na schodkach przed wejściem do ich domu. Rozmawiamy sobie o codziennych różnościach, zachwycamy ciepłym listopadem, otulonym mleczną mgiełką, rozpromienionym bladym słońcem.
Czasami w drodze do pracy, zatrzymuję swój rower w parku, tuż nad stawem. Zatrzymuję swój czas, choćby kosztem lekkiego spóźnienia. Fotografuję dostojnego łabędzia, który w wianuszku głośnych kaczek, pływa pomiędzy kępami nenufarów, zastygłych w przedzimowym śnie.


Czasami wstępuję do „moich” dwóch ulubionych bibliotek, aby  poprzeglądać nowości na półkach, albo przesunąć palcami po grzbietach książek już znanych, czytanych. Lubię zapach biblioteki, i tę ciszę, która jej towarzyszy.
Czasami siadamy z Marko na ławce bujawce i w promieniach listopadowego słońca wypijamy kawę. Czujnie obserwujemy Fafa, który mocno wścieka się na pasące się za płotem konie. Aj, jak on ich nie lubi.
Czasami, wieczorami oddaję się swojej pasji – tworzeniu drobiazgów, które ozdabiają domową przestrzeń. Zwykle nie moją – w większości są to drobne upominki dla przyjaciół i znajomych, tak całkiem bez okazji – uwielbiam to:


  




Ogródek i wszystkie rabatki przygotowane do zimy. Cebulki kwiatów zasadzone, pod warstewką ziemi, w koszyczkach chroniących przed gryzoniami, czekają na wiosnę. Rozsady hortensji zadomowiły się w docelowym miejscu – wzdłuż ścieżki obok garażu. Może z czasem stworzą kwiecisty szpaler? Zagrabione z trawnika, olchowe i wiązowe liście, otuliły co wrażliwsze na zimno kwiaty i krzewy. Marzy mi się jeszcze dosadzenie kilku brzózek i przesadzenie w inne miejsce małych wierzb, ale chyba już tej kończącej się jesieni nie zdążymy.
Nie tylko dom mój pokryła subtelna warstewka kurzu, ale i blog. Tak to jest, gdy człowiek poświęci się pracy i skupi na sobie. Na szczęście weekend niepodległościowy zrekompensował deficyt czasowy. Odpoczęłam, starłam kurze to tu, to tam, zdmuchnęłam warstewkę kurzy i z bloga.

2 komentarze:

  1. kobieta renesansu z Ciebie...utalentowana cudnie.
    Za rower podziwiam, tak bym chciała się przemóc i zafundować sobie taki ruch. Do pracy mam blisko, wystarczy przejść przez ulicę, ale mogłabym do rodzinnej miejscowości, oddalonej ode mnie 15 km. podjechać, tym bardziej, że nie jeżdżę autem...ech...
    Strasznie podobają mi się Twoje szydełkowe cacka, niby też potrafię, ale bardzo proste kształty, kapę z kwadratów wydziergałam, chustę umiem zrobić, kosmetyczki, podstawki, ale takich cudowności nie...
    Ciepły ten listopad i wciąż barwny jeszcze, no i ciepły...
    Dobrej soboty życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E-ko, rowerkiem dojeżdżam do pracy... z lenistwa :) nie chce mi się iść 25 minut, wolę dojechać w 10 :)
      Dziękuję za ciepłe słowa o mojej skromnej "twórczości" :) Jeśli umiesz posługiwać się szydełkiem to zrobisz wszystko :) W necie pełno przejrzystych instrukcji, czy jak to się teraz mówi tutoriali :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń